Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu
Książka
Wysyłka: Niedostępna
Sugerowana cena detaliczna 36,98 PLN
Nasza cena: 24,30 PLN
Oszczędzasz 34%
Dodaj do Schowka
Zaloguj się
Przypomnij hasło
×
×
Oferujemy szeroki asortyment - ponad 120 tys. produktów
Dysponujemy solidną wiedzą - działamy już 11 lat
Dbamy o wybór najcenniejszych tytułów
Opis: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu - McPartlin Anna

Zerkam niespokojnie na widownię. Czy znajdę dość sił, by opowiedzieć ludziom o moim synu? Jeremy był dobrym, wrażliwym chłopcem, kochałam go tak, jak potrafią tylko matki. Mam poczucie winy, bo daleko mi do ideału. Za długo tkwiłam w związku z jego ojcem-katem, który terroryzował mnie przez lata. Nie zawsze ogarniałam rzeczywistość, czasami przytłaczała mnie proza życia. Nie było mi łatwo pracować na dwa etaty, opiekować się chorą matką, która przestała być sobą, i znosić zmienne nastroje nastoletniej córki. Ból po stracie syna nigdy nie zelżeje, ale wciąż mam dla kogo żyć. Co cię nie zabije, to cię wzmocni? Mój syn umarł 1 stycznia 1995 roku. Minęło dwadzieścia lat, a ja stoję przed grupą obcych ludzi, by im o nim opowiedzieć. Głęboki wdech. Zaczynajmy.


Szczegóły: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu - McPartlin Anna

Tytuł: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu
Autor: McPartlin Anna
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
ISBN: 9788327620712
Języki: polski
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 400
Format: 14.5x21.5cm
Oprawa: Miękka
Waga: 0.4 kg


Recenzje: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu - McPartlin Anna
Zaloguj się
Przypomnij hasło
×
×

Mówi się, że najgorszą rzeczą dla rodzica, jest przeżyć własne dziecko. Podobno kobiety cierpią najbardziej po stracie dziecka. W końcu to życie rozwijało się w jej łonie przez dziewięć miesięcy, otaczała je opieką, miłością. A potem urodziła. Mówi się, że ból naturalnego porodu znika, kiedy bierze się na ręce to bezbronne maleństwo, które zaledwie kilka chwil wcześniej wzięło swój pierwszy samodzielny oddech. Cud narodzin, jak to mówią. Cudownie patrzeć jak to dziecko dorasta. Stawia pierwszy krok, wcześniej wypowiada pierwsze słowa, idzie pierwszy raz do szkoły, zakochuje się, doświadcza złego i nadal tu dla niego są. Rodzice. To tylko przykład, bo wiadomo, nie wszystko jest kolorowe, nie każde dziecko rodzi się z miłości, nie każde dziecko ma obojga rodziców. Taka jest prawda. Niezależnie jak bardzo byście zaprzeczali. Podobnie jest z rodzicami, którzy kochają swoje dziecko, dopóki nie wyjdzie, że kocha tę samą płeć. Wtedy już nie jest waszym ukochanym dzieckiem – wtedy w wielu przypadkach staje się pedałem, lesbą… Maisie straciła syna w noworoczną niedzielę 1995 roku. Możecie sobie wyobrazić jak bardzo musiała cierpieć, kiedy dowiedziała się o jego śmierci. Ból po stracie syna nigdy nie zniknie, jednak poczucie winy, które siedzi głęboko w niej, bardzo na nią wpłynęło. Może gdyby wcześniej odeszła od męża- kata, wszystko potoczyłoby się inaczej? Może wtedy Jeremy by żył, długo u boku ukochanej osoby? Może gdyby nie opiekowała się schorowaną matką, nie pracowała na dwa etaty, Jeremy byłby z nią nawet teraz, kiedy życie pozwoliło jej znaleźć kolejne powody by oddychać? Może byłby szczęśliwy, że udało się jej ułożyć sobie życie na nowo?Teraz Maisie stoi przed aulą pełną studentów, gdzie ma wygłosić swój wykład o synu, którego straciła. Ta historia nie będzie ani piękna, ani przyjemna. A ból nigdy nie odejdzie.Przyznaję szczerze, że nie miałam przyjemności przeczytać Ostatnich dni królika, tej samej autorki. Jednak jestem pewna, że jeśli HarperCollins zdecyduje się na wydanie kolejnej książki, będę pierwsza w kolejce po nią. Dlaczego? Bo historia Maisie i jej syna Jeremy’ego to kolejny przykład na to, że należy słuchać swoich dzieci i bardziej uważać z kim się zdają. Mówi się, że co cię nie zabije to cię wzmocni. Tymczasem śmierć dziecka nie może wzmocnić. To wyniszcza bardziej niż jakakolwiek rzecz na świecie, szczególnie jeśli matka kochała swoje dziecko i akceptowała je mimo wszystko.Autorka prowadzi przejmującą narrację mieszającą w sobie ból, strach i niepewność z pewnego rodzaju wyzwoleniem i przyjęciem pewnych faktów jako część życia. Czytając tę książkę bardzo łatwo jest poczuć dokładnie to samo, co czuła Maisie. I im dalej w książkę, tym bardziej miałam wrażenie, że autorka aż za dobrze wie o czym pisała. Oddziaływanie na emocje czytelnika jest bardzo naturalne, niewymuszone i przede wszystkim szczere. Z kolei samo zakończenie i wyjaśnienie dlaczego doszło do śmierci Jeremy’ego, było bardzo zaskakujące. I szczerze powiedziawszy, tutaj sprawdziłby się tytuł od zespołu Queen – Too much love will kill you . I niech to będzie finalna myśl o tej książce.Używajmy głów. Myślmy co mówimy, jak oceniamy ludzi ( choć nie powinniśmy oceniać ) i pamiętajmy, że nikt nie dał nam mocy, by mówić kto może żyć a kto nie. Nie możecie mówić innym, żeby się zabili, tylko dlatego, że są inni. Inność jest cudowna. Różnorodność zapewnia ciekawość w życiu. Im bardziej się od siebie różnimy, tym bardziej zaskakujący jest świat. I to jest jego piękno. 2016-09-09 13:05:29

„Śmierć mojego syna była straszliwym wypadkiem, ale do tego wypadku doprowadziło wielu ludzi. Ludzi takich jak ja, albo niektórzy z was. (...) Ludzi, którzy współczują homoseksualistom strasznego życia - ale to straszne życie wynika właśnie z tego, że ktoś im współczuje.”„Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu” autorstwa Anny McPartlin to przejmująca historia o miłości, inności, przemocy, ale przede wszystkim o wielkim cierpieniu i niespodziewanej śmierci.Główną bohaterką powieści jest Maisie Bean. Kobieta wychodzi przed widownie, na którą składają się studenci oraz wykładowcy i rozpoczyna opowiadać swoją przejmującą i tragiczną historię. Maisie Bean to zwykła kobieta, która wiele przeszła w swoim życiu. Związała się z mężczyzną, który ją terroryzował, gwałcił i nie raz bił do nieprzytomności. Po rozstaniu z mężem - katem Maisie stara się wieść normalne życie razem ze swoim synem Jeremym i córką Valerie. Do tego bohaterka pracuje na dwa etaty i zajmuje się chorą matką cierpiącą na demencję. Kobieta wiedzie z pozoru spokojne i poukładane życie. Jednak w momencie, gdy wszystko zaczyna się w końcu układać w noworoczną niedzielę 1995 roku znika Jeremy. Wszyscy go szukają i nikt nie wie co mogło stać się z chłopakiem. „Mam nadzieję, że w przypadku tych, którzy dorastali w domach, gdzie seksualność jest tematem tabu, gdzie homoseksualizm jest piętnowany - mam nadzieję, że ta książka coś zmieni w waszych sercach.”Anna McPartlin porusza w swojej książce bardzo ważne i współczesne tematy, które dla większości są nadal tematami tabu. Nie miałam okazji przeczytać „Ostatnich dni królika” tej autorki, ale na pewno po lekturze „Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu” nadrobię zaległości. Autorka prowadzi przejmująca narrację podczas której czytelnik jest w stanie dokładnie poczuć wszystko to co przeszła główna bohaterka. Podczas czytania tej książki nie sposób się nie wzruszyć. Główna bohaterka to pokiereszowana przez życie kobieta, jednak dzielnie wychowuje swoje dzieci, pracuje na dwa etaty i do tego opiekuje się matką, która cierpi na demencję. Jeremy to troskliwy, dbający o matkę, siostrę i babcię chłopak, który jednak czuje się momentami niezrozumiany i zagubiony w świecie uczuć. Podczas czytania miałam wrażenie, że Jeremy nadal poszukuje swoje tożsamości lub próbuje się z nią pogodzić. Natomiast Valerie to całkowite przeciwieństwo brata - dziewczyna przeklina, nie lubi się uczyć. Można stwierdzić, że jest po prostu zbuntowaną nastolatką. Muszę przyznać, że książka - choć to obyczajówka po które rzadko sięgam - przypadła mi do gustu i wywarła naprawdę ogromne wrażenie. Nie ukrywam, ze wzruszyłam się kończąc czytać tą historię. Autorka porusza bardzo trudne tematy w swojej powieści, ale są one we współczesnym świecie niezwykle istotne. Autorka odkrywa krok po kroku przed czytelnikiem kolejne elementy, po to, aby na koniec książki ułożyły się one czytelnikowi w jedną całość. Anna McPartlin przekazuje czytelnikowi, ze nie wolno nikogo oceniać za to jakim jest. Nie raz słowa mogą bardziej ranić niż może nam się wydawać. Serdecznie polecam książkę Anny McPartlin wszystkim osobom, które poważnie traktują życie i nie boją się trudnych tematów. Książka spodoba się również fanom autorki oraz wszystkim tym, którzy uwielbiają książki obyczajowe. 2016-09-10 13:44:47

Inność — czy jest powodem do wstydu, gdy nikogo nie rani? Wydaje się, że wszystko w życiu powoli dobiega normy. Wydaje się, bo głosik z tyłu głowy ciągle powtarza, iż zdecydowanie różnimy się od rówieśników. Warto ukrywać prawdziwe uczucia i grać kogoś zupełnie dla siebie obcego?Maisie niegdyś wyszła za człowieka, który ją zgwałcił. Pocałunek przemienił się w brutalny akt, którego konsekwencją okazał się ślub, nieplanowana ciąża i założenie rodziny. Rodziny nieszczęśliwej i zastraszonej, bo Danny to prawdziwy kat. Czy po ucieczce od kogoś takiego można zaznać spokój? Maisie po dwudziestu latach od tragicznej śmierci syna, Jeremy’ego, znajduje odwagę, aby opowiedzieć swoją i jego historię. O kobiecie, która zawsze musiała być silna i nastolatu próbującym stać się „normalnym”. Co dokładnie oznacza to słowo i dlaczego Jeremy musiał w imię tego stracić ledwo rozpoczęte życie?Podeszłam do tej książki dość lekko. Tym bardziej, że od początku znane jest wszystkim zakończenie — jeden z głównych bohaterów ginie. Początkowo sądziłam, iż niepotrzebnie zdradzono tak ważną informację, od razu, na pierwszych stronach. Może autorka nie przemyślała tego zabiegu? Jednak z kolejnymi kartkami już wiedziałam, to nie była żadna pomyłka. Ta śmierć może łamać serca, ostrzegam. Przyznaję, podeszłam bardzo emocjonalnie do tematu, uroniłam parę łez, ale tuż po ochłonięciu zaczęłam myśleć nad tym, co Anna McPartlin próbowała przekazać. Bomba pełna refleksji, a nieopacznie zrezygnowałabym z lektury. Nie byłam do niej przekonana, chciałam ją zostawić. Kręciłam nosem na zachowania Maisie, zastraszonej i zmęczonej. „Ja zachowałabym się inaczej” — na pewno? Jak łatwo oceniać, z perspektywy dość poukładanej rzeczywistości. A ile jest na świecie kobiet, które codziennie muszą walczyć z niezwykłe poważnymi problemami, a mimo tego prą naprzód? Całe mnóstwo.Absolutnie zauroczył mnie sposób tytułowania rozdziałów. Składają się one z piosenek. Warto się z nimi zapoznać, bo są cudowne i idealnie pasują do akcji. Świetna ścieżka dźwiękowa. Wiem, że ten pomysł staje się coraz popularniejszy, ale nie narzekam na tę modę. Dla osób, które przepadają za muzyką to dodatkowy atut i możliwość głębszego zrozumienia bohaterów. Jakbyśmy oglądali stworzony przez naszą wyobraźnię film. A zaręczam — w tej książce nie brak niespodzianek, wartkości. I nieubłaganego końca, do którego zmierzają kolejne wypadki. Momentami miałam ochotę cisnąć swoim egzemplarzem o ścianę, bo chyba za mocno zaczęłam współczuć większości bohaterów.Tak, to właśnie oni są najmocniejszym punktem całości. Szczególnie wielokrotnie wspominany Jeremy, z którym czytelnik nawiąże więź od razu. Nie jest ideałem, jakby mogło się wydawać — byłoby nudno. Ma swoje wady, ogromne rozterki, przez co staje się bardziej ludzki. Czytając myślałam o Matthew Shepardzie, którego historię warto poznać. Polubiłam też Freda, wydawał się być zbyt miękki i nieporadny. A jednak pokazał oblicze osoby potrafiącej obronić ukochane osoby. I jako wisienka na torcie, babcia Bridie! Zmagająca z demencją, ciągle wspominająca męża, powoli zamykająca w swoim świecie. Ale ciągle dbająca o dobro córki i wnucząt.Czy to powieść tylko o Jeremym? Nie. McPartlin pokazała różne problemy. Z wielu perspektyw. Gwałt, przemoc domowa, radzenie sobie z człowiekiem chorym, homoseksualizm, uzależnienie od narkotyków. Ciężkie tematy, ale potrzebne. Często zdarza się, że dany autor nie jest w stanie tego udźwignąć, wypada pompatycznie albo po prostu banalnie. Tym razem trafiłam na kawałek dobrej literatury, na długo pozostającej w głowie. W pewnej chwili było mi szkoda, że Maisie to postać fikcyjna. Chciałoby się ją uściskać. Ale wokół żyje dużo takich ludzi, monstrualnie silnych. Samo czytanie przysporzyło tylu emocji, co musiała czuć McPartlin, gdy tworzyła? Czekam na jej dalszą twórczość.„Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu” polecam przede wszystkim tym, którzy nie boją się trudów i wzruszeń. Warto zaopatrzyć się w paczkę chusteczek, przygotować na późniejsze refleksje. Czy doczekamy happy endu w tak smutnej opowieści? Musicie sprawdzić sami. 2016-09-15 21:51:45

Książka

Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu

Zerkam niespokojnie na widownię. Czy znajdę dość sił, by opowiedzieć ludziom o moim synu? Jeremy był dobrym, wrażliwym chłopcem, kochałam go tak, jak potrafią tylko matki. Mam poczucie winy, bo daleko mi do ideału. Za długo tkwiłam w związku z jego ojcem-katem, który terroryzował mnie przez lata. Nie zawsze ogarniałam rzeczywistość, czasami przytłaczała mnie proza życia. Nie było mi łatwo pracować na dwa etaty, opiekować się chorą matką, która przestała być sobą, i znosić zmienne nastroje nastoletniej córki. Ból po stracie syna nigdy nie zelżeje, ale wciąż mam dla kogo żyć. Co cię nie zabije, to cię wzmocni? Mój syn umarł 1 stycznia 1995 roku. Minęło dwadzieścia lat, a ja stoję przed grupą obcych ludzi, by im o nim opowiedzieć. Głęboki wdech. Zaczynajmy.

Powiadom o dostępności
Podaj swój e-mail a zostaniesz poinformowany jak tylko pozycja będzie dostępna.
×

Zapowiedź 2016-08-31

Cena 36,98 PLN
Nasza cena 24,30 PLN
Oszczędzasz 34%
Wysyłka: Niedostępna
Dodaj do Schowka
Zaloguj się
Przypomnij hasło
×
×

Szczegóły: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu - McPartlin Anna

Tytuł: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu
Autor: McPartlin Anna
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
ISBN: 9788327620712
Języki: polski
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 400
Format: 14.5x21.5cm
Oprawa: Miękka
Waga: 0.4 kg


Recenzje: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu - McPartlin Anna

Zaloguj się
Przypomnij hasło
×
×

Mówi się, że najgorszą rzeczą dla rodzica, jest przeżyć własne dziecko. Podobno kobiety cierpią najbardziej po stracie dziecka. W końcu to życie rozwijało się w jej łonie przez dziewięć miesięcy, otaczała je opieką, miłością. A potem urodziła. Mówi się, że ból naturalnego porodu znika, kiedy bierze się na ręce to bezbronne maleństwo, które zaledwie kilka chwil wcześniej wzięło swój pierwszy samodzielny oddech. Cud narodzin, jak to mówią. Cudownie patrzeć jak to dziecko dorasta. Stawia pierwszy krok, wcześniej wypowiada pierwsze słowa, idzie pierwszy raz do szkoły, zakochuje się, doświadcza złego i nadal tu dla niego są. Rodzice. To tylko przykład, bo wiadomo, nie wszystko jest kolorowe, nie każde dziecko rodzi się z miłości, nie każde dziecko ma obojga rodziców. Taka jest prawda. Niezależnie jak bardzo byście zaprzeczali. Podobnie jest z rodzicami, którzy kochają swoje dziecko, dopóki nie wyjdzie, że kocha tę samą płeć. Wtedy już nie jest waszym ukochanym dzieckiem – wtedy w wielu przypadkach staje się pedałem, lesbą… Maisie straciła syna w noworoczną niedzielę 1995 roku. Możecie sobie wyobrazić jak bardzo musiała cierpieć, kiedy dowiedziała się o jego śmierci. Ból po stracie syna nigdy nie zniknie, jednak poczucie winy, które siedzi głęboko w niej, bardzo na nią wpłynęło. Może gdyby wcześniej odeszła od męża- kata, wszystko potoczyłoby się inaczej? Może wtedy Jeremy by żył, długo u boku ukochanej osoby? Może gdyby nie opiekowała się schorowaną matką, nie pracowała na dwa etaty, Jeremy byłby z nią nawet teraz, kiedy życie pozwoliło jej znaleźć kolejne powody by oddychać? Może byłby szczęśliwy, że udało się jej ułożyć sobie życie na nowo?Teraz Maisie stoi przed aulą pełną studentów, gdzie ma wygłosić swój wykład o synu, którego straciła. Ta historia nie będzie ani piękna, ani przyjemna. A ból nigdy nie odejdzie.Przyznaję szczerze, że nie miałam przyjemności przeczytać Ostatnich dni królika, tej samej autorki. Jednak jestem pewna, że jeśli HarperCollins zdecyduje się na wydanie kolejnej książki, będę pierwsza w kolejce po nią. Dlaczego? Bo historia Maisie i jej syna Jeremy’ego to kolejny przykład na to, że należy słuchać swoich dzieci i bardziej uważać z kim się zdają. Mówi się, że co cię nie zabije to cię wzmocni. Tymczasem śmierć dziecka nie może wzmocnić. To wyniszcza bardziej niż jakakolwiek rzecz na świecie, szczególnie jeśli matka kochała swoje dziecko i akceptowała je mimo wszystko.Autorka prowadzi przejmującą narrację mieszającą w sobie ból, strach i niepewność z pewnego rodzaju wyzwoleniem i przyjęciem pewnych faktów jako część życia. Czytając tę książkę bardzo łatwo jest poczuć dokładnie to samo, co czuła Maisie. I im dalej w książkę, tym bardziej miałam wrażenie, że autorka aż za dobrze wie o czym pisała. Oddziaływanie na emocje czytelnika jest bardzo naturalne, niewymuszone i przede wszystkim szczere. Z kolei samo zakończenie i wyjaśnienie dlaczego doszło do śmierci Jeremy’ego, było bardzo zaskakujące. I szczerze powiedziawszy, tutaj sprawdziłby się tytuł od zespołu Queen – Too much love will kill you . I niech to będzie finalna myśl o tej książce.Używajmy głów. Myślmy co mówimy, jak oceniamy ludzi ( choć nie powinniśmy oceniać ) i pamiętajmy, że nikt nie dał nam mocy, by mówić kto może żyć a kto nie. Nie możecie mówić innym, żeby się zabili, tylko dlatego, że są inni. Inność jest cudowna. Różnorodność zapewnia ciekawość w życiu. Im bardziej się od siebie różnimy, tym bardziej zaskakujący jest świat. I to jest jego piękno. 2016-09-09 13:05:29

„Śmierć mojego syna była straszliwym wypadkiem, ale do tego wypadku doprowadziło wielu ludzi. Ludzi takich jak ja, albo niektórzy z was. (...) Ludzi, którzy współczują homoseksualistom strasznego życia - ale to straszne życie wynika właśnie z tego, że ktoś im współczuje.”„Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu” autorstwa Anny McPartlin to przejmująca historia o miłości, inności, przemocy, ale przede wszystkim o wielkim cierpieniu i niespodziewanej śmierci.Główną bohaterką powieści jest Maisie Bean. Kobieta wychodzi przed widownie, na którą składają się studenci oraz wykładowcy i rozpoczyna opowiadać swoją przejmującą i tragiczną historię. Maisie Bean to zwykła kobieta, która wiele przeszła w swoim życiu. Związała się z mężczyzną, który ją terroryzował, gwałcił i nie raz bił do nieprzytomności. Po rozstaniu z mężem - katem Maisie stara się wieść normalne życie razem ze swoim synem Jeremym i córką Valerie. Do tego bohaterka pracuje na dwa etaty i zajmuje się chorą matką cierpiącą na demencję. Kobieta wiedzie z pozoru spokojne i poukładane życie. Jednak w momencie, gdy wszystko zaczyna się w końcu układać w noworoczną niedzielę 1995 roku znika Jeremy. Wszyscy go szukają i nikt nie wie co mogło stać się z chłopakiem. „Mam nadzieję, że w przypadku tych, którzy dorastali w domach, gdzie seksualność jest tematem tabu, gdzie homoseksualizm jest piętnowany - mam nadzieję, że ta książka coś zmieni w waszych sercach.”Anna McPartlin porusza w swojej książce bardzo ważne i współczesne tematy, które dla większości są nadal tematami tabu. Nie miałam okazji przeczytać „Ostatnich dni królika” tej autorki, ale na pewno po lekturze „Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu” nadrobię zaległości. Autorka prowadzi przejmująca narrację podczas której czytelnik jest w stanie dokładnie poczuć wszystko to co przeszła główna bohaterka. Podczas czytania tej książki nie sposób się nie wzruszyć. Główna bohaterka to pokiereszowana przez życie kobieta, jednak dzielnie wychowuje swoje dzieci, pracuje na dwa etaty i do tego opiekuje się matką, która cierpi na demencję. Jeremy to troskliwy, dbający o matkę, siostrę i babcię chłopak, który jednak czuje się momentami niezrozumiany i zagubiony w świecie uczuć. Podczas czytania miałam wrażenie, że Jeremy nadal poszukuje swoje tożsamości lub próbuje się z nią pogodzić. Natomiast Valerie to całkowite przeciwieństwo brata - dziewczyna przeklina, nie lubi się uczyć. Można stwierdzić, że jest po prostu zbuntowaną nastolatką. Muszę przyznać, że książka - choć to obyczajówka po które rzadko sięgam - przypadła mi do gustu i wywarła naprawdę ogromne wrażenie. Nie ukrywam, ze wzruszyłam się kończąc czytać tą historię. Autorka porusza bardzo trudne tematy w swojej powieści, ale są one we współczesnym świecie niezwykle istotne. Autorka odkrywa krok po kroku przed czytelnikiem kolejne elementy, po to, aby na koniec książki ułożyły się one czytelnikowi w jedną całość. Anna McPartlin przekazuje czytelnikowi, ze nie wolno nikogo oceniać za to jakim jest. Nie raz słowa mogą bardziej ranić niż może nam się wydawać. Serdecznie polecam książkę Anny McPartlin wszystkim osobom, które poważnie traktują życie i nie boją się trudnych tematów. Książka spodoba się również fanom autorki oraz wszystkim tym, którzy uwielbiają książki obyczajowe. 2016-09-10 13:44:47

Inność — czy jest powodem do wstydu, gdy nikogo nie rani? Wydaje się, że wszystko w życiu powoli dobiega normy. Wydaje się, bo głosik z tyłu głowy ciągle powtarza, iż zdecydowanie różnimy się od rówieśników. Warto ukrywać prawdziwe uczucia i grać kogoś zupełnie dla siebie obcego?Maisie niegdyś wyszła za człowieka, który ją zgwałcił. Pocałunek przemienił się w brutalny akt, którego konsekwencją okazał się ślub, nieplanowana ciąża i założenie rodziny. Rodziny nieszczęśliwej i zastraszonej, bo Danny to prawdziwy kat. Czy po ucieczce od kogoś takiego można zaznać spokój? Maisie po dwudziestu latach od tragicznej śmierci syna, Jeremy’ego, znajduje odwagę, aby opowiedzieć swoją i jego historię. O kobiecie, która zawsze musiała być silna i nastolatu próbującym stać się „normalnym”. Co dokładnie oznacza to słowo i dlaczego Jeremy musiał w imię tego stracić ledwo rozpoczęte życie?Podeszłam do tej książki dość lekko. Tym bardziej, że od początku znane jest wszystkim zakończenie — jeden z głównych bohaterów ginie. Początkowo sądziłam, iż niepotrzebnie zdradzono tak ważną informację, od razu, na pierwszych stronach. Może autorka nie przemyślała tego zabiegu? Jednak z kolejnymi kartkami już wiedziałam, to nie była żadna pomyłka. Ta śmierć może łamać serca, ostrzegam. Przyznaję, podeszłam bardzo emocjonalnie do tematu, uroniłam parę łez, ale tuż po ochłonięciu zaczęłam myśleć nad tym, co Anna McPartlin próbowała przekazać. Bomba pełna refleksji, a nieopacznie zrezygnowałabym z lektury. Nie byłam do niej przekonana, chciałam ją zostawić. Kręciłam nosem na zachowania Maisie, zastraszonej i zmęczonej. „Ja zachowałabym się inaczej” — na pewno? Jak łatwo oceniać, z perspektywy dość poukładanej rzeczywistości. A ile jest na świecie kobiet, które codziennie muszą walczyć z niezwykłe poważnymi problemami, a mimo tego prą naprzód? Całe mnóstwo.Absolutnie zauroczył mnie sposób tytułowania rozdziałów. Składają się one z piosenek. Warto się z nimi zapoznać, bo są cudowne i idealnie pasują do akcji. Świetna ścieżka dźwiękowa. Wiem, że ten pomysł staje się coraz popularniejszy, ale nie narzekam na tę modę. Dla osób, które przepadają za muzyką to dodatkowy atut i możliwość głębszego zrozumienia bohaterów. Jakbyśmy oglądali stworzony przez naszą wyobraźnię film. A zaręczam — w tej książce nie brak niespodzianek, wartkości. I nieubłaganego końca, do którego zmierzają kolejne wypadki. Momentami miałam ochotę cisnąć swoim egzemplarzem o ścianę, bo chyba za mocno zaczęłam współczuć większości bohaterów.Tak, to właśnie oni są najmocniejszym punktem całości. Szczególnie wielokrotnie wspominany Jeremy, z którym czytelnik nawiąże więź od razu. Nie jest ideałem, jakby mogło się wydawać — byłoby nudno. Ma swoje wady, ogromne rozterki, przez co staje się bardziej ludzki. Czytając myślałam o Matthew Shepardzie, którego historię warto poznać. Polubiłam też Freda, wydawał się być zbyt miękki i nieporadny. A jednak pokazał oblicze osoby potrafiącej obronić ukochane osoby. I jako wisienka na torcie, babcia Bridie! Zmagająca z demencją, ciągle wspominająca męża, powoli zamykająca w swoim świecie. Ale ciągle dbająca o dobro córki i wnucząt.Czy to powieść tylko o Jeremym? Nie. McPartlin pokazała różne problemy. Z wielu perspektyw. Gwałt, przemoc domowa, radzenie sobie z człowiekiem chorym, homoseksualizm, uzależnienie od narkotyków. Ciężkie tematy, ale potrzebne. Często zdarza się, że dany autor nie jest w stanie tego udźwignąć, wypada pompatycznie albo po prostu banalnie. Tym razem trafiłam na kawałek dobrej literatury, na długo pozostającej w głowie. W pewnej chwili było mi szkoda, że Maisie to postać fikcyjna. Chciałoby się ją uściskać. Ale wokół żyje dużo takich ludzi, monstrualnie silnych. Samo czytanie przysporzyło tylu emocji, co musiała czuć McPartlin, gdy tworzyła? Czekam na jej dalszą twórczość.„Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu” polecam przede wszystkim tym, którzy nie boją się trudów i wzruszeń. Warto zaopatrzyć się w paczkę chusteczek, przygotować na późniejsze refleksje. Czy doczekamy happy endu w tak smutnej opowieści? Musicie sprawdzić sami. 2016-09-15 21:51:45



Podobne do: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu - McPartlin Anna


Zaloguj się
Przypomnij hasło
×
×
Dodane do koszyka
×