29.18
Książki
Skarpa Warszawska
Awaria małżeńska
Wydawnictwo:
Skarpa Warszawska
Oprawa: Miękka
29,18 zł
Cena rekomendowana: 49,90 zł
Cena okładkowa/rekomendowana przez wydawcę/producenta.
Wysyłka dzisiaj
Opis
Błyskotliwa, pełna poczucia humoru bestsellerowa powieść „Awaria małżeńska” od Nataszy Sochy i Magdaleny Witkiewicz. Dwóch „słomianych wdowców” wystawionych na próbę. Mateusz i Sebastian przekonają się, jak wygląda dom bez żon. Czy dadzą radę sprostać wyzwaniom? Czy może nagle ich życie przerodzi się w pełną zwrotów akcji tragedię? Wciągająca opowieść ukazująca realia zapracowanych polskich rodzin, ucząca, że wszystko jest do pogodzenia jeśli tylko pójdzie się na kompromisy i codziennie będzie okazywać się miłość.
Szczegóły
Rok wydania
2026
Oprawa
Miękka
Ilość stron
336
Format
13.5x21.0cm
Języki
polski
ISBN
9788384301968
Rodzaj
Książka
EAN
9788384301968
Data premiery
2026-04-22
Kraj produkcji
PL
Producent
Agencja Wydawniczo-Reklamowa Skarpa Warszawska Sp. z o.o.
Dodałeś produkt do koszyka
Awaria małżeńska
29,18 zł
Polecane kategorie
Polecane serie
Polecani autorzy
Czytaj więcej
Recenzje
„Awaria małżeńska” to lekka, humorystyczna i bardzo życiowa opowieść o tym, co dzieje się, gdy codzienna rodzinna układanka nagle traci jeden z kluczowych elementów – i to dosłownie. Pierwszy raz czytałam książkę Nataszy Sochy, a tutaj mamy duet autorski i muszę przyznać, że dawno tak dobrze się nie bawiłam. Momentami płakałam ze śmiechu — dosłownie. To jedna z tych historii, które wciągają od pierwszych stron i pozwalają totalnie odciąć się od codzienności - mimo tego, że o niej są. Dwie zaprzyjaźnione rodziny zostają postawione w sytuacji, w której to mężczyźni muszą przejąć pełną kontrolę nad domem, dziećmi i całym chaosem dnia codziennego. Autorki z dużym wyczuciem pokazują zderzenie męskiej „logiki działania” z rzeczywistością obowiązków, które na co dzień często pozostają niewidoczne. W efekcie powstaje historia pełna zabawnych nieporozumień, domowych katastrof i sytuacji, które wymykają się spod kontroli szybciej, niż ktokolwiek jest w stanie je ogarnąć. Myślę, że to książka zarówno dla pań, jak i dla panów. Panowie mogliby zobaczyć, że dom nie sprząta się sam, pranie nie „robi się samo”, a dzieci nie funkcjonują wyłącznie na powietrzu i dobrej organizacji. Z kolei kobiety mogą złapać refleksję, że często same biorą na siebie zbyt wiele, nie zawsze dając partnerom przestrzeń, by rzeczywiście uczestniczyli w codziennym ogarnianiu życia rodzinnego. To historia, która przypomina, że dom i rodzina to wspólna praca, której nie powinien dźwigać tylko jeden człowiek. Gdy ta równowaga się zaburza, w codzienności łatwo o zmęczenie, gorycz i narastający żal — a to potrafi powoli osłabiać bliskość i ciepło w relacji. Jednocześnie pod warstwą humoru kryje się coś więcej – refleksja nad tym, jak łatwo przyzwyczajamy się do ról w rodzinie i jak bardzo nie doceniamy pracy drugiej osoby. To książka o zmęczeniu, odpowiedzialności, próbie ogarnięcia rzeczywistości „na już” i o tym, że nawet najlepiej zaplanowany dzień potrafi zamienić się w serię niespodziewanych wyzwań. Styl jest lekki, dialogi naturalne, a tempo sprawia, że przez historię się płynie. To jedna z tych powieści, które bawią, ale jednocześnie zostawiają w głowie kilka myśli o codzienności, relacjach i partnerstwie. Idealna na wieczór, kiedy potrzebujesz czegoś, co rozluźni, poprawi humor i pokaże rodzinny chaos z bardzo trafnej, ale też ciepłej perspektywy. Polecam 😁 Cytaty: „Telefon zadzwonił po raz kolejny. I po raz kolejny Sebastian go nie odebrał, bo przecież wykonywał inne ważne zadanie. A jak wiadomo, mężczyźni nie mają podzielnej uwagi i gdy koncentrują się na jednym, to wszystko inne kuleje.” „– On nie da rady. Nie nakarmi ich, a jeśli w ogóle, to źle i niezdrowo, będą nosić bieliznę tak długo, aż im sama odpadnie z brudu. On zapomni, że zaczyna się rok szkolny. Muszę stąd wyjść, rozumiesz? Ratunku!!! – Ale masz złamaną nogę – zauważyła trzeźwo Ewelina. Justyna zamachała w powietrzu rękami. – Nawet gdybym miała połamane wszystkie kończyny, to i tak dam sobie lepiej radę niż mój obrzydliwie zdrowy mąż!” „(…) „jakiś czas” miał trwać przez co najmniej trzy tygodnie. A przez trzy tygodnie nie da się ślizgać w życiu. Nie da się zamknąć oczu, skulić w sobie i zatykać uszu, gdy słychać drobne wybuchy. Trzy tygodnie to okres, w którym trzeba się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Podnieść przyłbicę i trzeźwo spojrzeć na świat. O właśnie – trzeźwo. Zaklął w myślach, bo nagle zrozumiał, że cały jego dotychczasowy świat staje na głowie. Gdy tylko wyszli ze szpitala, wyciągnął telefon i wysłał SMS-a do pięciu kolegów. „Awaria małżeńska. Ewelina połamana. Dziś nie ma mnie w Browarni”.” „Właśnie, zakupy! Otworzył iPada i zaczął czytać tasiemcową listę zadań, którą podyktowała mu ze szpitalnego łóżka żona. Do tej pory wydawało mu się, że najtrudniejsze będzie skompletowanie wyprawki szkolnej Brunona, szczegółowo opisanej w mailu od wychowawczyni. Teraz już wiedział, że wyprawka to zaledwie początek. Zadania podyktowane przez Ewelinę okazały się znacznie bardziej skomplikowane. Zadania na dzisiaj, jutro i na dalsze dni tej bitwy zwanej życiem.” „Musiał ogarnąć dom. Jak również Kacpra, Olgę oraz królika Zgryza, którym dzieci zajmowały się dokładnie przez tydzień od dnia zakupu, po czym chętnie i wyjątkowo bez kłótni scedowały to zadanie na Justynę. Ale Justyny nie było. I nic nie wskazywało na to, że jakikolwiek lekarz oddziału urazowego zgodzi się przyjąć pod dach szpitala małego, białego króliczka. Zwierzątko zdane więc było na łaskę Mateusza, który kompletnie nie rozumiał, dlaczego już po kilku dniach nieobecności Justyny klatka Zgryza tak potwornie śmierdzi.” „– Ewelinko, ten krupnik taki trochę dziwny mi wyszedł. – Krupnik? Już nie pomidorowa? Postęp! – Ewelina zasłoniła dłonią słuchawkę i mrugnęła do Justyny. – A dlaczego dziwny? – Bo stoi. – Krupnik stoi? – Zrobiłem wczoraj wszystko dokładnie według przepisu z internetu. Ale jak włożę łyżkę, to stoi. To nie zupa. Nawet nie wiem, jak to podgrzać, bo się przypala. – A wody dolałeś? – Tyle, ile w przepisie. Cztery szklanki. – Proponuję dolać więcej. – Ile? – zapytał konkretnie inżynier. – Na oko. – Ewelino! – jęknął. – Dolej wody tyle, by krupnik stał się substancją ciekłą, a nie stałą.”
Są podróże, które zmieniają wszystko. Nawet jeśli zaczynają się od pożegnania. Po śmierci Josha jego siostra Maddie otrzymuje ostatnie zadanie — rozsypać prochy brata w ośmiu miejscach, do których sam nigdy nie zdążył dotrzeć. W każdym z nich czeka na nią list pełen wspomnień, emocji i słów, które mają znaczenie większe, niż mogłaby przypuszczać. Problem w tym, że Maddie nie będzie sama. Dominic — najlepszy przyjaciel Josha i jednocześnie chłopak, który kiedyś złamał jej serce — ma towarzyszyć jej w tej podróży. Dawne uczucia, niewypowiedziane żale i ból po stracie sprawiają, że wspólna droga staje się czymś więcej niż tylko spełnieniem ostatniej woli zmarłego. To historia o miłości, która nie wygasła, o stracie, która odbiera grunt pod nogami, i o tym, że czasem trzeba przejechać pół świata, by odnaleźć siebie. Poruszająca, pełna emocji opowieść o żałobie, drugich szansach i uczuciach, których nie da się zostawić w przeszłości.
Czy naprawdę trzeba „awarii”, żeby zobaczyć, jak działa (albo nie działa) nasze małżeństwo? „Awaria małżeńska” Nataszy Sochy i Magdaleny Witkiewicz to jedna z tych książek, które czyta się niby dla rozrywki… a potem nagle łapiesz się na tym, że śmiech gdzieś znika i zaczynasz po cichu mówić: „kurczę, to jest o nas”. Całość zaczyna się niewinnie. Ot, wypadek autobusowy, trochę chaosu, dwie kobiety wyłączone z codziennego życia. I nagle cały ciężar „ogarniania świata” spada na ich mężów. Mateusz i Sebastian zostają wrzuceni w rzeczywistość, której właściwie nigdy wcześniej nie musieli do końca rozumieć. Szkoła, dzieci, pranie, zakupy, obiad, życie. Niby proste, prawda? Ale to tutaj zaczyna się prawdziwa jazda. Bo to nie jest tylko historia o dwóch facetach, którzy nie wiedzą, gdzie jest proszek do prania. To historia o tym, jak bardzo przyzwyczajamy się do ról. Jak łatwo wpaść w schemat: jedna strona „ogarnia”, druga „pomaga”. I jak cienka jest granica między partnerstwem a cichym przeciążeniem. Czy czytając książkę się śmiałam? Tak, i momentami naprawdę mocno. Dialogi są błyskotliwe, sytuacje absurdalne (choć aż za często znajome), a niektóre sceny to gotowy materiał na filmową komedię. Ale nie był to pusty śmiech. Był to śmiech, po którym przychodzi refleksja, bo trzeba przyznać, że autorki nie oszczędzają nikogo. Mężczyźni dostają za swoją nieporadność, brak zaangażowania i wygodę. Kobiety za kontrolę, perfekcjonizm i przekonanie, że „nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja”. I nagle okazuje się, że problem nie leży po jednej stronie. On siedzi gdzieś pomiędzy. W niedopowiedzeniach, w zmęczeniu, w braku rozmowy. Bohaterowie? Dalecy od ideału, ale to bardzo dobrze. Bo dzięki temu są prawdziwi. Czasem miałam ochotę nimi potrząsnąć, czasem ich przytulić, a czasem po prostu zamknąć książkę i pomyśleć o własnej codzienności. Bowiem największą siła tej historii to zwyczajność. Żadnych wielkich dramatów. Tylko życie. To, które dzieje się między pracą, obiadem, zmęczeniem i „zróbmy to jutro”. „Awaria małżeńska” nie daje gotowych odpowiedzi. Ale pozawala zadać sobie ważne pytania. O podział obowiązków. O bycie razem. O to, czy naprawdę się widzimy - czy tylko funkcjonujemy obok siebie. Bo pod tym całym humorem kryje się coś więcej niż tylko dobra rozrywka. Kryje się lustro. A w nim… no właśnie. Kogo tam zobaczysz? Ocena: 8/10
Czy jest coś bardziej frustrującego niż zepsuty sprzęt? No może tylko… zepsute małżeństwo 😅 Ta książka to jak rozmowa z przyjaciółką przy winie – szczera, momentami zabawna, a chwilami aż za bardzo prawdziwa. Od pierwszych stron czuć, że będzie o życiu. Bez lukru. Dwie autorki, jedna historia – i to działa! To książka, w której katalizatorem całego zamieszania jest… kot. 🐱 Gdy wtargnięcie zwierzaka pod koła autobusu powoduje wypadek, dwie zapracowane matki i żony – Justyna i Ewelina – trafiają do szpitala na ortopedii, pozostawiając swoje domy pod opieką zdezorientowanych mężów. Mężczyźni są rzuceni na głęboką wodę. Mateusz i Sebastian, początkowo dwaj obcy sobie faceci, nagle muszą zapanować nad codziennymi obowiązkami, o których istnieniu nie mieli zielonego pojęcia: od wywiadówek i odrabiania lekcji, po pranie i zakupy. Cała ta "przymusowa samodzielność" ojców to kopalnia komicznych sytuacji. Książka w lekki, dowcipny sposób pokazuje życie par, pokazując tym samym, jak łatwo o awarię małżeńską, gdy zabraknie w nim partnerstwa i wzajemnego zrozumienia. Nie ma tu wielkich tajemnic ani sensacji. Jest codzienność: kłótnie o pierdoły, zmęczenie, brak iskry. Bohaterowie, żadne z nich nie jest ideałem. Czasem chce się nimi potrząsnąć, innym razem przytulić. Autorki świetnie pokazują dwoje dorosłych ludzi, którzy zapomnieli, jak ze sobą rozmawiać. Emocje? Śmiech przez łzy, złość, nostalgia – jest tego tyle, że momentami czytałam z zapartym tchem (i z lekkim niepokojem „a co jeśli to też kiedyś my?”). Książkę pochłania się w dwa wieczory. Dialogi są ciekawe. Styl? Lekki, bez zbędnych opisów, za to z masą prawdziwych, nieprzesadzonych scen. 🎯 Dla kogo? Dla każdego, kto: ✅ jest w związku (tak, też tym szczęśliwym!) ✅ przeszedł kryzys lub się go boi ✅ lubi historie z życiowym pazurem, bez romantycznych klisz ✅ ceni duet autorek, które wiedzą, jak pisać o relacjach To nie jest poradnik. To lustro dla każdego, kto kiedykolwiek walczył o swoje „my”. Moja ocena: 8/10 🌟 BRUNETTE BOOKS