W ramach naszej akcji „Wspieramy polskich autorów” zapytaliśmy pisarza m.in. o to, co go inspiruje, o ulubionego polskiego autora, i dlaczego – jego zdaniem – warto sięgać po polską literaturę. Sprawdź, co nam powiedział!
Tylko w dniach 09.06-22.06.2025 r. książki Marcina Mortki możecie kupić z 10% rabatem, korzystając z dedykowanego kodu promocyjnego TUTAJ.
Q&A z Marcinem Mortką
Co było dla Pana największą inspiracją przy pisaniu ostatniej książki?
Marcin: Moją ostatnią powieścią jest "Targ dusz", historia osadzona w drugiej połowie szesnastego wieku, a dziejąca się w Prowansji, na Sardynii i na Malcie. To opowieść o dziejach zbuntowanego rycerza Brunona Scozziego, który nie potrafi uporządkować swoich uczuć, został obdarzony niewygodnym dziedzictwem przez swych rodziców, a do tego czyni sobie wrogów dosłownie wszędzie, przez co ma na pieńku przykładowo z inkwizycją, zakonem joannitów, królem korsarzy Turgutem Reisem i pewnym dżinem.
Inspiracją dla niej było marzenie o wskrzeszeniu we własnej twórczości wielkiego oblężenia Malty, epickiego starcia rycerzy joannitów z potęgą osmańską - do tego bowiem ciąży przeznaczenie Brunona. Ponadto uwielbiam wplatanie wątków paranormalnych w rzeczywistość historyczną, co czego temat nadaje się idealnie, a ponadto chciałem jakoś podsumować losy bohatera, podjęte wcześniej w "Maleficjum" i "Dżinie".
Który moment w procesie twórczym jest dla Pana najważniejszy?
Marcin: W moim odczuciu nie ma czegoś takiego, jak momenty ważne czy mniej ważne. Lubię chwilę, gdy noszę książkę w głowie i dokładam do niej różne elementy. Lubię pisanie, kiedy to pomysły z wolna się krystalizują w fabułę. Lubię wreszcie czytanie powieści po redakcji, bo wtedy bez litości wygniatam wszystkie błędy. Niewykluczone jednak, że najfajniejszym momentem są pytania na spotkaniach autorskich - niesamowite rzeczy ludzie są w stanie znaleźć i skojarzyć.
Dlaczego, Pana zdaniem, warto sięgać po polską literaturę?
Marcin: Bo nie jesteśmy w niczym gorsi od innych. Czytałem dziesiątki książek tłumaczonych z obcych języków, które były po prostu słabe i nie wiem, czym zasłużyły sobie na przywilej wydania w Polsce. Nie oznacza to, że polscy pisarze są geniuszami, ale niczym nie ustępujemy naszym zagranicznym kolegom i koleżankom, a często ich przewyższamy. Co więcej, bywa, że tłumaczenie coś tam zabiera z klimatu oryginalnej powieści i najwyższy czas, byśmy porzucili głęboko zakorzenione przeświadczenie o tym, źe to, co zagraniczne, musi być lepsze.
Czy ma Pan ulubionego polskiego autora? Jeśli tak, kogo?
Marcin: Moim ideałem zawsze pozostanie Andrzej Sapkowski, ale ostatnio przypadkowo natrafiłem na powieści Macieja Siembiedy. Jestem w połowie "444" i czuję, że pozostanę z tym pisarzem na długo.
Czy mógłby Pan wskazać swoją ulubioną książkę, do której często Pan wraca?
Marcin: Kiedyś był to "Bolesław Chrobry" Antoniego Gołubiewa, którą uwielbiałem ze względu na język i klimat. Bywało, że zdejmowałem powieść z półki i czytałem losowo kilka stron, by poprawić sobie nastrój i przenieść się w przeszłość. Mieszkam zaś na Szlaku Piastowskim i mam potrzebę takich wędrówek. Kilka lat temu, jednakże odpaliło się we mnie pragnienie poznania jak największej ilości innych powieści i nie wracam już do niej, ale za to miesięcznie "przerabiam" 4-6 innych książek.
Marcin: Moją ostatnią powieścią jest "Targ dusz", historia osadzona w drugiej połowie szesnastego wieku, a dziejąca się w Prowansji, na Sardynii i na Malcie. To opowieść o dziejach zbuntowanego rycerza Brunona Scozziego, który nie potrafi uporządkować swoich uczuć, został obdarzony niewygodnym dziedzictwem przez swych rodziców, a do tego czyni sobie wrogów dosłownie wszędzie, przez co ma na pieńku przykładowo z inkwizycją, zakonem joannitów, królem korsarzy Turgutem Reisem i pewnym dżinem.
Inspiracją dla niej było marzenie o wskrzeszeniu we własnej twórczości wielkiego oblężenia Malty, epickiego starcia rycerzy joannitów z potęgą osmańską - do tego bowiem ciąży przeznaczenie Brunona. Ponadto uwielbiam wplatanie wątków paranormalnych w rzeczywistość historyczną, co czego temat nadaje się idealnie, a ponadto chciałem jakoś podsumować losy bohatera, podjęte wcześniej w "Maleficjum" i "Dżinie".
Który moment w procesie twórczym jest dla Pana najważniejszy?
Marcin: W moim odczuciu nie ma czegoś takiego, jak momenty ważne czy mniej ważne. Lubię chwilę, gdy noszę książkę w głowie i dokładam do niej różne elementy. Lubię pisanie, kiedy to pomysły z wolna się krystalizują w fabułę. Lubię wreszcie czytanie powieści po redakcji, bo wtedy bez litości wygniatam wszystkie błędy. Niewykluczone jednak, że najfajniejszym momentem są pytania na spotkaniach autorskich - niesamowite rzeczy ludzie są w stanie znaleźć i skojarzyć.
Dlaczego, Pana zdaniem, warto sięgać po polską literaturę?
Marcin: Bo nie jesteśmy w niczym gorsi od innych. Czytałem dziesiątki książek tłumaczonych z obcych języków, które były po prostu słabe i nie wiem, czym zasłużyły sobie na przywilej wydania w Polsce. Nie oznacza to, że polscy pisarze są geniuszami, ale niczym nie ustępujemy naszym zagranicznym kolegom i koleżankom, a często ich przewyższamy. Co więcej, bywa, że tłumaczenie coś tam zabiera z klimatu oryginalnej powieści i najwyższy czas, byśmy porzucili głęboko zakorzenione przeświadczenie o tym, źe to, co zagraniczne, musi być lepsze.
Czy ma Pan ulubionego polskiego autora? Jeśli tak, kogo?
Marcin: Moim ideałem zawsze pozostanie Andrzej Sapkowski, ale ostatnio przypadkowo natrafiłem na powieści Macieja Siembiedy. Jestem w połowie "444" i czuję, że pozostanę z tym pisarzem na długo.
Czy mógłby Pan wskazać swoją ulubioną książkę, do której często Pan wraca?
Marcin: Kiedyś był to "Bolesław Chrobry" Antoniego Gołubiewa, którą uwielbiałem ze względu na język i klimat. Bywało, że zdejmowałem powieść z półki i czytałem losowo kilka stron, by poprawić sobie nastrój i przenieść się w przeszłość. Mieszkam zaś na Szlaku Piastowskim i mam potrzebę takich wędrówek. Kilka lat temu, jednakże odpaliło się we mnie pragnienie poznania jak największej ilości innych powieści i nie wracam już do niej, ale za to miesięcznie "przerabiam" 4-6 innych książek.