Emigrantka
Opis
Czy można zacząć od nowa, gdy serce wciąż pamięta melodię dawnych lat?
W barwnej Barcelonie lat dwudziestych Lina szuka ukojenia i nowego początku. U boku Diego, charyzmatycznego artysty, odkrywa świat katalońskiej bohemy – pełen wolności, sztuki i nieznanych dotąd emocji.
Wszystko się zmienia, gdy na jej drodze staje rosyjski emigrant, Michaił Pietrowicz Wołkoński.
Mężczyzna, przy którym Lina po raz od dawna pozwala sobie uwierzyć, że przeszłość można zostawić za sobą. Ale są historie, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Wspomnienia z Polski, od których tak bardzo chciała uciec, zaczynają wracać z nową siłą, zmuszając Linę do wyboru między prawdą a życiem, które próbuje zbudować na nowo.
Czy miłość i odnaleziona wolność wystarczą, gdy przeszłość upomni się o swoje?
Kraj produkcji: PL
Szczegóły
Recenzje
Skusiły mnie niezwykle entuzjastyczne opinie i wysokie oceny debiutu Weroniki Ilskiej, więc z wielką ciekawością i wysoko podniesioną poprzeczką siadłam do lektury „Emigrantki”. I cóż... przespałam się ze swoimi odczuciami i niestety nie uległy one zmianie. Muszę napisać, że mnie ta historia nie porwała. Zaznaczę od razu, że fabuła zapowiadała się niezwykle ciekawie, obiecując nam salony hiszpańskiej bohemy i traumatyczne wspomnienia z Polski, które nie pozwalają głównej bohaterce odciąć się od przeszłości. Osadzenie akcji w moim ulubionym okresie dwudziestolecia międzywojennego również skutecznie zaostrzyło mój apetyt. Niestety, przez pierwszą połowę książki bezskutecznie wypatrywałam akcji i głębszych emocji, kręcąc się wraz z bohaterami po wystawach i balach rosyjskiej socjety tęskniącej za świetnością caratu. Najistotniejsze wydawały się tam opisy kreacji i rzucane w nieskończoność powłóczyste spojrzenia pomiędzy Liną a rosyjskim hrabią Michaiłem. I choć w drugiej połowie akcja wreszcie nabiera dynamiki i w końcu pojawia się tak wyczekiwany przeze mnie wątek polskich traum, to pozostawia on jednak niedosyt, bo został potraktowany bardzo powierzchownie. Nie potrafiłam również wczuć się w emocje bohaterów. Ich związek, który z kilku powodów wydawał się niemożliwy, miał ogromne szanse na to, by porywać i budzić emocje. We mnie ich nie obudził. Po przemyśleniu doszłam do wniosku, że kwiecisty, wręcz pompatyczny język, który miał budować klimat tej powieści, do mnie po prostu zupełnie nie trafił, a irytacja, którą wywoływał, skutecznie odwracała moją uwagę od losów postaci. Moją ocenę podniosło natomiast uczynienie z bohaterki kogoś więcej niż tylko femme fatale. Danie jej sprawczości co do własnego losu i sukcesu na polu sztuki. Podobała mi się jej odwaga do sięgnięcia po przekaz niezbyt wygodny, budzący pytania i kontrowersje, a jednocześnie bardzo intymny. Doceniam też jej siłę do trwania na przekór nieprzychylnym spojrzeniom i bezpośrednim docinkom tych, którzy nadal uważali się za elitę. Żałuję bardzo, bo liczyłam na porywającą historię miłosną z wyraźnie zarysowanymi realiami ówczesnej Europy. Myślę jednak, że wielu z Was tak właśnie ją odbierze. Patrząc na dotychczasowe oceny, moja niezbyt pochlebna opinia, którą z ogromną przykrością formułuję, będzie pewnie jedną z nielicznych. I tego z całego serca Wam oraz autorce życzę, pozostając jednak w osobistym przekonaniu, że z tej historii można było wyciągnąć dużo więcej, a jej potencjał nie został w pełni wykorzystany.
"Emigrantka" to druga powieść Weroniki Ilskiej, natomiast dla mnie to pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Bardzo lubię powieści obyczajowe z historią w tle, dlatego z zaciekawieniem sięgnęłam po tę lekturę. Autorka zabiera nas do Barcelony lat 20-tych XX wieku. Tu poznajemy świat katalońskich artystów, pośród których żyje i tworzy tytułowa emigrantka, Lina z Polski, utalentowana malarka. Lina, a właściwie Kalina, uciekła z Polski przed traumatycznymi przeżyciami, o których dowiadujemy się stopniowo na kartach powieści. Tutaj trafiła pod skrzydła Diego, artysty fotografa, który stał się jej przyjacielem. Lina obraca się również w społeczności emigrantów z Rosji, za sprawą swojej przyjaciółki Wiery. Tu poznaje Michaiła i mimo niesprzyjających okoliczności rodzi się między nimi uczucie. W Barcelonie Lina stara się odnaleźć siebie na nowo, jednak przeszłość wciąż powraca w niechcianych wspomnieniach i koszmarach sennych. Czy zdoła się z nimi uporać? Czy odważy się wrócić do Polski, za którą mimo wszystko wciąż bardzo tęskni? Skrzywdzona i zagubiona Lina w Barcelonie przechodzi przemianę, staje się odważną i pewną siebie kobietą, która wie czego chce i w końcu odważy się zawalczyć o to, co kiedyś straciła. Powieść napisana jest językiem barwnym, poetyckim. Dużo w niej uczuć i emocji, tęsknoty, żalu za tym co utracone, ale też determinacji do zmiany swojego losu i nadziei na lepsze jutro. Polecam książkę i dziękuję Wydawnictwu Filia za egzemplarz do recenzji.
Kiedy sięgnęłam po tę książkę, nie spodziewałam się, że aż tak mną wstrząśnie. Okładka zapowiada historię o ucieczce i nowym początku, ale to, co znajdziecie w środku, to surowy, prawdziwy obraz tęsknoty, samotności i siły, o której nie wiedziałyśmy, że mamy 💔✈️ Fabuła? Bez lukru i bez taniego patosu. Poznajemy losy kobiety, która decyduje się wyjechać za granicę, by zacząć wszystko od nowa. Żadnych różowych okularów – jest ciężka praca, niezrozumienie, codzienne zmagania, ale też chwile czułości i nadziei. Autorka nie ocenia, tylko pokazuje i to jest w tej opowieści najpiękniejsze. Bohaterka momentami irytuje, a za chwilę chce się ją przytulić i krzyknąć: „DASZ RADĘ”. Jest autentyczna, pogubiona, ale twarda jak skała. Emocje buzują: frustracja, nostalgia, czasem bezsilność, ale i duma, że mimo wszystko idzie się do przodu. Ja łapałam się na tym, że oddychałam razem z nią. Tempo akcji jest zaskakująco dobre – powieść nie pędzi na łeb na szyję, tylko płynie jak codzienność emigranta. To plus, bo macie czas poczuć jej świat. Styl autorki? Prosty, trafia prosto w serce. Ani jednego zbędnego słowa. „Emigrantka” Weroniki Ilskiej to historia o tym, jak daleko można uciec przed własną przeszłością i kim się stajemy, gdy miejsce, które znaliśmy jako dom, już nie istnieje. Główna bohaterka, Lina, ucieka z ogarniętej wojną Polski, by rozpocząć nowe życie w barwnej Barcelonie lat 20. XX wieku. W nowej rzeczywistości odkrywa świat pełen śródziemnomorskiego słońca, sztuki i artystycznej bohemy. U boku charyzmatycznego artysty Diego poznaje smak nieskrępowanej wolności. Jednak na jej drodze pojawia się Michaił, rosyjski emigrant, który sprawia, że Lina zaczyna wierzyć, iż z bolesną przeszłością można naprawdę zerwać. Powieść ukazuje emocjonalną przeprawę przez żałobę po utraconej ojczyźnie oraz trud wrastania w nową rzeczywistość. Lina musi zmierzyć się z pytaniem, czy od przeszłości, która ukształtowała jej duszę, można uciec na zawsze. To opowieść o sile i samotności kobiet, które musiały podejmować nieoczywiste wybory, często balansując między prawdą a nowym życiem, które próbują zbudować. Książka „Emigrantka” Weroniki Ilskiej trafi idealnie do: ✨ Emigrantek i emigrantów – zwłaszcza tych, którzy wyjechali z Polski i mierzą się z tęsknotą, poczuciem wyobcowania i budowaniem nowej tożsamości „obok”. Zrozumieją każdą jej chwilę zwątpienia. ✨ Kobiet po przejściach – bo historia Liny to opowieść o sile, o podnoszeniu się po stracie i o odwadze, by zacząć od zera, nawet gdy serce krwawi. ✨ Miłośniczek literatury obyczajowej z głębią – jeśli szukacie nie lukrowanego romansu, a prawdziwej, momentami bolesnej opowieści o życiu, ta książka jest dla Was. ✨ Osób planujących emigrację – daje do myślenia. Pokazuje, że zmiana kraju to nie tylko lepsze perspektywy, ale też cena, jaką płaci dusza. ✨ Fanatyczek klimatów śródziemnomorskich – Barcelona lat 20. XX wieku, artystyczna bohema, słońce, wino, ale też smugi cienia. Autorka buduje atmosferę, którą czuć na skórze. A jeśli lubicie książki, przy których się wzruszacie, wkurzacie i ściskacie w środku – to też dla Was. 💔 Dla kogo NIE? Dla osób szukających wartkiej akcji, lekkiej komedii romantycznej albo happy endu podanego na tacy. Tu trzeba dać sobie czas i emocje. MOJA OCENA: 8/10 🌟 BRUNETTE BOOKS