32.12
Kryminał
LeTra
Grzesznicy wśród nas
Wydawnictwo:
LeTra
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
32,12 zł
Cena rekomendowana: 54,90 zł
Cena okładkowa/rekomendowana przez wydawcę/producenta.
Wysyłka: piątek 05.06.2026
Opis
Glasviken to małe szwedzkie miasteczko, gdzie na co dzień nie dzieje się zbyt wiele. Dlatego kiedy w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach tonie jeden z jego mieszkańców, cała społeczność jest poruszona. Sytuacja staje się jeszcze bardziej zagadkowa, gdy podczas jego pogrzebu zostaje znalezione ciało innego mężczyzny. Policjanci, którzy prowadzą śledztwo w tej sprawie, szybko trafiają na trop dawnych tajemnic związanych z zamkniętą hutą szkła. Im głębiej sięgają w przeszłość, tym wyraźniej widzą, że grzechy sprzed lat kładą się cieniem na życiu mieszkańców miasteczka. Czy to możliwe, że w tej spokojnej na pierwszy rzut oka społeczności nikt nie jest całkiem bez winy? Ile mrocznych sekretów trzeba odkryć, by uwolnić się od historii ciążącej nad kolejnymi pokoleniami?
Szczegóły
Wydanie
1
Rok wydania
2025
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron
376
Format
13.5x21.5cm
Języki
polski
ISBN
9788321353548
Tłumacze
Walczak Monika
Tytuł oryginału
Syndare ibland oss
Rodzaj
Książka
EAN
9788321353548
Data premiery
2025-09-03
Kraj produkcji
PL
Producent
DOBRA 28 SP. Z O.O.
Dodałeś produkt do koszyka
Grzesznicy wśród nas
32,12 zł
Polecane kategorie
Polecane serie
Polecani autorzy
Czytaj więcej
Recenzje
Sofia Rutbäck Eriksson w powieści Grzesznicy wśród nas tworzy świat, który z pozoru tchnie spokojem – niewielka społeczność, gdzie każdy zna każdego, gdzie życie toczy się rytmem wyznaczanym przez naturę i rutynę. A jednak wystarczy jedno wydarzenie, by ten porządek runął jak domek z kart. Autorka, wierna skandynawskiemu duchowi literackiemu, zagląda głęboko pod powierzchnię codzienności, odkrywając to, co ludzie najchętniej ukryliby nawet przed sobą: grzech, wstyd, lęk, ale też… pragnienie dobra. To nie jest typowy kryminał – choć zbrodnia stanowi oś fabularną, prawdziwe napięcie kryje się w relacjach. To powieść o winie, przebaczeniu i cienkiej granicy między ofiarą, a sprawcą. Każda z postaci nosi w sobie tajemnicę, a każda decyzja – nawet ta podjęta w imię miłości – ma swoją cenę. Vivi i Torsten to para, która od lat gra przed światem rolę zgodnego małżeństwa. W ich relacji najbardziej porusza milczenie – to, co niewypowiedziane, narasta między nimi jak lód na tafli jeziora. Vivi wydaje się kobietą, która próbuje zachować godność w świecie, w którym od dawna czuje się niewidzialna. W jej zachowaniu jest coś bolesnego: duma połączona z rezygnacją, jakby zrozumiała, że prawdy o swoim życiu już nie zmieni, ale nadal pragnie zachować pozory spokoju. Torsten z kolei to postać niejednoznaczna – człowiek, którego moralny kompas dawno się rozregulował, choć sam wciąż chce wierzyć, że postępuje słusznie. Jego wybory są często podszyte lękiem, a egoizm skryty za maską pozornej racjonalności. Eriksson nie usprawiedliwia go, ale też nie potępia – pokazuje go jako mężczyznę zagubionego, być może samotnego w świecie, który wymaga od niego twardości, gdy tymczasem w środku dawno już się rozsypał. W ich małżeństwie odbija się temat, który autorka eksploruje z wyczuciem – czy można żyć obok siebie, nie patrząc sobie w oczy, i nie zauważyć, że staliśmy się dla drugiego człowieka obcymi? Wątek Marii i jej syna Remiego to bez wątpienia emocjonalne serce powieści. To historia, w której wina i miłość splatają się w sposób tak nierozerwalny, że trudno już odróżnić jedno od drugiego. Maria to kobieta, która całe życie dźwiga ciężar decyzji podjętych z rozpaczy – z potrzeby ochrony dziecka, ale też z nieumiejętności stawienia czoła prawdzie. To bohaterka tragiczna w najczystszym sensie: każda jej próba naprawy przeszłości prowadzi do kolejnego pęknięcia. Remi natomiast jest jak cień swojego dzieciństwa – nosi w sobie nieuświadomioną złość, poczucie krzywdy, ale i tęsknotę za miłością, która nie boli. W jego postaci autorka z ogromną delikatnością pokazuje, jak bardzo dzieci płacą za błędy dorosłych, jak dziedziczy się winę, nawet gdy nie ma się w niej udziału. W relacji Marii i Remiego kryje się coś, co czyni tę książkę wyjątkowo poruszającą – przekonanie, że dobro i zło nigdy nie są czarno-białe. Maria nie jest świętą, ale też nie jest potworem. Remi nie jest tylko ofiarą – w jego zachowaniu widać gniew, który sam może prowadzić do zniszczenia. Grzesznicy wśród nas to powieść o moralnych dylematach, które nie mają prostych odpowiedzi. O ludziach, którzy w imię dobra dopuszczają się kłamstwa, a potem próbują z tym żyć. O społeczności, w której każdy patrzy na innych, byle tylko nie musieć spojrzeć na siebie. Rutbäck Eriksson nie ocenia. Pozwala czytelnikowi samemu zdecydować, kto w tej historii jest grzesznikiem, a kto po prostu człowiekiem. To właśnie ten brak moralizowania sprawia, że książka działa tak mocno. Autorka pisze językiem surowym, momentami wręcz ascetycznym, ale właśnie dzięki temu emocje bohaterów wybrzmiewają prawdziwie. W tle pobrzmiewa charakterystyczna dla literatury skandynawskiej melancholia – zimno, które wdziera się nie tylko w krajobraz, ale i w dusze ludzi. Dla mnie „Grzesznicy wśród nas” to nie tylko opowieść o przestępstwie, ale o ludzkiej słabości – o tym, jak łatwo zgubić siebie w świecie, który wymaga pozorów doskonałości. To książka o relacjach, które miały być oparciem, a stały się pułapką. O matce i synu, którzy próbują ocalić miłość skażoną winą. O małżeństwie, które przestało być wspólnotą. Czytając, miałam wrażenie, że autorka rozciąga przed nami lustro – a w nim odbijają się nie tylko jej bohaterowie, ale i my sami. Bo każdy z nas ma w sobie coś z Vivi, coś z Marii, coś z Remiego – kawałek człowieka, który chciał dobrze, ale gdzieś po drodze się zagubił. To książka o prawdzie, która boli – ale też o nadziei, że nawet z grzechu może narodzić się coś oczyszczającego. Polecam ją każdemu, kto lubi historie, w których ważniejsze od tego, kto zabił, jest pytanie: dlaczego tak się stało i co to mówi o nas samych?
Glasviken, niewielkie miasteczko w Szwecji, jawi się jako ucieleśnienie sielskiego klimatu. Na jego prowincjonalnej, spokojnej scenie, gdzie wszyscy mieszkańcy się znają, wydaje się panować ład i porządek. Na pierwszy rzut oka nie ma nikogo, kto mógłby popełnić zbrodnię, a już na pewno nie serię makabrycznych czynów. Tymczasem właśnie ta pozorna beznamiętność i powszechna znajomość stają się idealnym kamuflażem dla mrocznych sekretów. Ta powieść to dowód na to, że nawet w najbardziej uśpionych zakątkach Skandynawii, historia potrafi wybuchnąć z zaskakującą siłą. Fabuła rozpoczyna się od dramatycznego wydarzenia – utonięcia mieszkańca w nie do końca jasnych okolicznościach. To zaledwie rysa na szklanej tafli spokoju. Prawdziwe pęknięcie następuje podczas pogrzebu, kiedy odkryte zostaje drugie ciało. To stawia lokalną policję przed obliczem nie tylko kryminalnej zagadki, ale i egzystencjalnej tajemnicy miasteczka. Śledztwo, prowadzone w rytmie dalekim od amerykańskiego pośpiechu, w pełni oddaje ducha nordyckiego kryminału. Dochodzenie jest jak cierpliwe rozplątywanie supła utkanego z międzyludzkich relacji. Wnikamy w codzienne troski mieszkańców, obserwując ich życie naznaczone przyjaźnią, starością, chorobami i nieuchronnym konfliktem pokoleń. Mimo narastającego napięcia, wywołanego zbrodniami, panuje w niej spokój, a zbrodnia burzy go od razu. Kluczem do rozwikłania zagadki okazuje się być przeszłość i symboliczne miejsce – zamknięta huta szkła, która kiedyś była sercem miasteczka. Kiedy przenikamy w tę społeczność, poznajemy ją bliżej, intymnie dotykamy jej serca, zdajemy sobie sprawę, że padliśmy ofiarami złudnej gry pozorów. To właśnie w przeszłości, w cieniu dymiących kominów i wśród rozbitych szkieł, ukryte są grzechy, które ukształtowały obecne pokolenie. Glasviken ma swoje tajemnice, liczne sekrety, często ponure, schowane bardzo głęboko pod pozorami stabilności. Autor analizuje międzyludzkie relacje, układy oraz maski, jakie przywdziewamy, ukazując, jak cienka jest granica między przyzwoitością a moralnym upadkiem. Mieszkańcy, którzy wydawali się nieskazitelni, okazują się być spleceni niewidzialnymi nićmi winy, która ciąży na nich od lat. Choć fabularnie powieść oparta jest na prostych motywach (zagadka, przeszłość, małe miasteczko), to dzięki sprawnemu językowi, przyjemnej melodyce zdań oraz niezwykłej dbałości o detale, pisarce przez cały czas udaje się przykuwać naszą uwagę. Forma, która nieco kojarzy się z powieściami Nessera, z tą jego charakterystyczną melancholią i głębią psychologiczną, jest tu wyraźnie wyczuwalna. Drobiazgowość i nacisk na szczegóły są chyba cechami narodowymi Szwedów, które sprawiają, że nawet proste elementy fabuły zyskują na znaczeniu. Książka stanowi nostalgiczny, wypełniony północnym klimatem kryminał, w którym dramaturgia narasta wraz z kolejnymi rozdziałami. To opowieść o odkupieniu i cenie, jaką trzeba zapłacić za ukrywanie prawdy. Jest to wyjątkowo apetyczny debiut, który w pełni usatysfakcjonuje wszystkich wielbicieli nordyckich kryminałów, szukających w literaturze mrocznej, ale jednocześnie pięknie napisanej refleksji nad ludzkim losem. Dla mnie jest to bardziej thriller psychologiczny niż kryminał. Świetnie się czyta i powoli wsiąka w tę książkę. Wszystko spokojnie, bez wielkich wstrząsów, walki, pościgów. Emocje buzują, ale pod powierzchnią i w każdej chwili grożą wybuchem. Po lekturze brutalnych powieści ta jest jak chwila odpoczynku, ale to nie znaczy, że robi mniejsze wrażenie. Bardzo dobry debiut autorki zapowiadający, że kolejne książki także wciągną czytelnika w swój świat.
Powiedziałabym, że jest to kryminał, ale poprzeplatany z urywkami podchodzącymi pod literaturę obyczajową. Historia ma w sobie taki magiczny spokój, nawet w chwili, kiedy wydarza się coś, co nie powinno ze spokojem być łączone. Początek lektury sugeruje, że pobyt mężczyzny wśród przyrody jednak nie zakończy się dla niego najlepiej. Scena zostaje urwana i po datach oznaczonych jako odliczane dnie, widzimy, że wydarzenia idą dalej. Każdy dzień ma tutaj sporo rozdziałów o bardzo krótkiej długości. W tym czasie poznajemy mieszkańców małego miasteczka, a w tym osoby niepełnosprawne intelektualnie, ale ukazane od strony pozytywnej, gdzie z zadowoleniem wymienia się ich mocne strony, pozytywne aspekty życia, a nie te gorsze. Może właśnie tutaj jest zaklęty ten pozytywizm, że nie pozwala widzieć przerażenia w obliczu śmierci, tylko akceptację obecnego stanu rzeczy, gdzie skoro nic już nie da się zrobić, to można przynajmniej sprawić, aby było mniej dramatycznie. Okoliczności wydarzeń nie są tu raczej sprzyjające, gdyż widzimy jak osoby przygotowują się do pogrzebu, a w tle prowadzone są rozmowy na temat dziwnej sytuacji, gdyż w tak małym miasteczku nie dochodziło do większych wydarzeń. Można by nawet rzec, że byli uśpieni, działali każdego dnia tak samo, robili te same rzeczy, więc nagła śmierć była lekkim niepokojem, ale w akceptowalnym aspekcie. Nieco większy szok pada na odnalezienie innego martwego człowieka. W tym momencie wchodzimy na bardziej dramatyczne tory, gdyż rozpoczyna się policyjne śledztwo i to daje duże przebudzenie do akcji nawet pomimo tego, że będzie trwało naprawdę długo. I tutaj pojawił się mój ulubiony wątek, czyli szperanie na kartach przeszłości, gdzie im dalej, tym więcej sekretów senne miasteczko posiadało. Wyszło na to, że ten spokój nie był tutaj przypadkowy. Ale kto stoi za odebraniem życia? Jaki mógł mieć motyw? Przyznaję, że opowieść jest w lżejszym tomie emocjonalnym, choć tajemnice były takim elementem przebudzenia. Bardzo dobrze mi się ją czytało, gdyż uwielbiam krótkie rozdziały i pociąganie wątków pozostawionych jako lekko niedokończone, by w końcowej fazie ukazały się w całej krasie. Z pewnością jest to lektura, która można polecić:-)