Idealne dziecko
Opis
Dlaczego wszechświat pozwala mieć dzieci
ludziom, którzy je krzywdzą? Dlaczego nie
daje ich ludziom takim jak ja, którzy ich pragną?
Christopher i Hannah wiodą szczęśliwe i spokojne życie – on jest chirurgiem, ona pielęgniarką. Brakuje im tylko dziecka. Kiedy do szpitala trafia Janie, porzucona sześciolatka, Christopher od razu nawiązuje z nią kontakt i przekonuje Hannah, żeby wzięli ją do domu jako własną córkę.
Ale Janie nie jest zwykłym dzieckiem.
Marzenie o szczęśliwej rodzinie staje się coraz bardziej odległe.
Czy tajemnicza przeszłość dziewczynki może doprowadzić wszystkich do niewyobrażalnych czynów, których konsekwencje będą tragiczne w skutkach...?
Myśleli, że to porzucone dziecko, ale rany na jej ciele opowiedziały o wiele straszniejszą historię.
Szczegóły
Recenzje
Pierwsze wydanie tej książki było w 2020 roku. Aż dziwne, że nie czytałam tej książki, najwyraźniej musiała być gdzieś głęboko ukryta:-) Wydawało mi się nawet, że skoro czas był wsteczny, to wiele sformułowań mogło być zawarte w mniej teraźniejszy sposób. Obecnie powiedziałabym, że to opowieść mało, że współczesna, to jakby wyjęta z najgorszego horroru, gdzie przeważają uczucia strachu i niepewności. Historia jest napisana od strony kliku różnych postaci, by zobaczyć jak szeroki zakres kłamstw posiada. Byłam nawet przekonana, że faktycznie dziecko z historii będzie idealne, ale nic nie mogło przygotować mnie na widok dziewczynki z wyglądu rocznej z malutkimi kikutkami włosów, a wieku sześciu lat. Nad wyraz rozwinięta psychologicznie z piękną wymową i oczarowaniem każdego, kto tylko będzie miał z nią kontakt. Pokancerowane ciało, które pozrastało się nie tak jak trzeba. Dosłownie dziecko idealne... My wkraczając w opowieść wpierw poznajemy małżeństwo, które jest lekarzami z konkretnymi specjalizacjami. Zaczęło się niewinnie, gdyż kolejny raz przyjęli staruszkę, która z samotności próbowała się przyjmować jako schorowana. Czuć tutaj ten ogrom współczucia nie tylko od osoby, która ją przyjmowała, ale nawet my sami oddajemy jej serce i w głowie wiemy, że byśmy taką osobę odwiedzali, byleby tylko nie była samotna. Nagle jednak wydarza się coś okropnego, ponieważ przywożą dziecko z ranami głębszymi niż psychika jest w stanie sobie wyobrazić. My już wiemy, że małżeństwo z książki starają się o adopcję i powód tego też poznajemy, więc domyślamy się, że będą chcieli zaoferować dom właśnie jej. Czuć cały czas w akcji, że tutaj nic nie będzie normalne, ponieważ zamiast pokazywać symptomy skrzywdzenia, którego doznała, ona zaskakuje wszystkich bardzo pozytywnym podejściem do życia. Wkrótce jednak sprawy zaczynają się komplikować i uwierzcie, że na to, co działo się dalej z pewnością nie można się było przygotować... Nie wiem co tutaj więcej dodać, gdyż wciąż jestem w lekkim szoku, że takie wydarzenia miały miejsce w tej książce. Czasami słyszy się różne rzeczy w telewizji i teraz tak w sumie, to niekoniecznie mogą być sprawy podkoloryzowane. Uważam, że styl jakim jest napisana jest bardzo profesjonalny, fabuła bardzo dobrze rozwinięta i przeskoki do innych osób zaplanowane, by utrzymać nas w ryzach przez kolejne sekrety i mocne wydarzenia do których we wspominkach tutaj dochodziło. Dosłownie idealna pozycja dla wielbicieli thrillerów psychologicznych, tylko może osoby, które starają się naprawdę o dziecko czy normalnie czy to z adopcji, lepiej niech nie biorą wszystkiego co tutaj się wydarzyło do serca:-) Naprawdę mocna!
Do „Idealnego dziecka” Lucindy Berry” wróciłam po czterech latach, by się przekonać, czy moje odczucia przy czytaniu będą równie intensywne. I wiecie co? Są. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że to genialna, wstrząsająca powieść, którą każdy miłośnik gatunku powinien przeczytać. Może przekona Was również fakt, że autorka jest psycholożką dziecięcą prowadzącą badania w zakresie dziecięcych traum, której powieści wychodzą daleko poza utarte schematy i wyciągają z ludzkiej psychiki najgłębszy mrok. A fabuła szokuje nie tylko krzywdą dziecka, która jest zawsze jak cios w serce, ale również tak odmiennym od znanego mi z powieści innych autorów podejściem. Tu od początku wiemy, że w tej rodzinie doszło do tragedii. Nie wiemy tylko jakiej ani dlaczego. I szczerze Wam powiem, że poznając tę historię z perspektywy rodziców adopcyjnych małej Janie oraz pracownicy socjalnej (w formie policyjnego przesłuchania) strach przewracać kolejne strony w obawie, co tam znajdziemy. Na początku jest przerażenie, a potem nadzieja. Bo mała maltretowana, więziona, bita i głodzona dziewczynka znajduje dom i rodziców adopcyjnych, którzy chcą dać jej miłość i bezpieczeństwo, których wcześniej nie doświadczyła. Tylko czy to wystarczy, by zamienić codzienną walkę w normalność? By traumy zostały okiełznane? Wierzcie mi, że tej powieści nie będziecie w stanie odłożyć na bok, by zjeść obiad czy położyć się spać. Prozaiczne czynności dnia codziennego schodzą na drugi plan przy napięciu sięgającemu zenitu niemal przez całą powieść, by wybuchnąć eksplozją emocji, po której trudno się pozbierać. To przerażająca, duszna historia o dziecięcej krzywdzie, granicach ludzkiej wytrzymałości, o depresji, skrajnym wyczerpaniu, fałszywych nadziejach i odrzuceniu. I jeśli powieść czytana po raz kolejny wciąż jest w stanie wywołać u mnie takie same ciarki na plecach jak przed laty i równie mocno przemielić emocjonalnie, to wiem, że znów do niej wrócę.