Marnotrawka
+ czas dostawy
Opis
Pewnego dnia przyjdzie Nicość i nas zje
Ośmioletni Zdunio z nudów zaczyna splatać Nicość. Wydaje się to nieszkodliwym zajęciem - zwłaszcza w porównaniu z jego wcześniejszymi wybrykami: hipnotyzowaniem mieszkańców wsi, zmienianiem struktury materii czy znikaniem na życzenie. Jednak tym razem zabawa szybko wymyka się spod kontroli. Nicość ożywa i zaczyna pożerać wszystko - furtkę, sąsiada, stodołę Na ratunek przybywa wojsko, ale kiepsko radzi sobie z tak nietypowym wyzwaniem.
Tymczasem życie w wiosce stopniowo zamiera. Wygląda na to, że przyszłość ludzkości pozostaje w rękach Zdunia. Czy rezolutny malec zdoła naprawić swój błąd i uratować świat przed pochłonięciem?
"Marnotrawka" to opowieść o polskiej wsi, która w obliczu kosmicznego absurdu wciąż zachowuje typowy lokalny koloryt. Pełna lingwistycznych smaczków, aluzji do popkultury i refleksji nad tym, co dzieje się, gdy zbyt uważnie wpatrujemy się w otchłań która w końcu zaczyna patrzeć w nas.
Szczegóły
Recenzje
Jest to krótka historia, która zaskakuje już od pierwszych stron. Przede wszystkim pomysłem, ale także językiem jakim posługują się ludzie. Trzeba się na początku dobrze skupić. Autor łączy to co lokalne, z tym, co wydaje się być absurdalne. Historia ośmioletniego Zdunia, który z nudów splata Nicość, z czasem przestaje być opowieścią o dziecięcej wyobraźni, fantazji, a zaczyna przypominać przypowieść o odpowiedzialności i zabawie w bycie bogiem. Akcja toczy na polskiej wsi. Tylko czy jest to współczesna, czy starodawna wieś? Tego nie odkryłam. Autor stworzył bohaterów i ich dialogi, które z jednej strony brzmią znajomo, a z drugiej brzmią surrealistycznie. Wojsko, które okazuje się bezradne wobec zagrożenia, tylko wzmacnia absurd i ironię tej opowieści. A ironii tutaj na kartkach nie brakuje. Przeplatana jest ona humorem, który bywa prześmiewczy. Marnotrawka zostaje w pamięci po przeczytaniu. Jest to książka dla osób, które lubią nietuzinkowe książki, gdzie autor lubi eksperymentować i bawić się gatunkami literackimi mieszając je. Dla mnie było to coś nowego, nie szablonowego. Muszę przyznać, że nie do końca się w tym odnalazłam.