Płonące tajemnice
Opis
Wśród beskidzkich lasów, w cieniu starych drzew, płoną wspomnienia, które miały na zawsze pozostać pogrzebane.
Danuta Wrangel całe życie próbuje zapomnieć o tragedii, która w dzieciństwie odebrała jej rodzinę. Splot wydarzeń zmusza ją jednak do powrotu w rodzinne strony - do miejsca, które miało być bezpiecznym schronieniem, a stało się śmiertelną pułapką. Wśród zgliszczy domu i milczących jesionów czają się duchy przeszłości, które od lat domagają się sprawiedliwości.
Ale prawda ma swoją cenę - a ktoś zrobi wszystko, by Danuta nigdy jej nie poznała.
W miejscu, gdzie las stał się świadkiem okrutnej zbrodni, a ogień miał spalić prawdę, trzeba rozliczyć się z przeszłością, nie bacząc na czyhające zewsząd niebezpieczeństwa.
Niektóre tajemnice nie giną w płomieniach. One dopiero wtedy zaczynają żyć.
Szczegóły
Recenzje
Po każdą kolejną powieść Hanny Greń sięgam w ciemno, więc „Płonące tajemnice”, które miały swoją premierę 13 sierpnia były dla mnie oczywistym wyborem. Jakież jednak było moje zaskoczenie, gdy ta część otuliła mnie znajomymi twarzami, tak dobrze znanymi mi z mojego ulubionego cyklu „W trójkącie beskidzkim”. Petra, Konrad, Zuza - spotkanie z nimi było jak powrót do dobrych przyjaciół, którzy czasem wzruszą, czasem rozbawią, ale przede wszystkim wciągną w historię bez reszty. Zaznaczę od razu, że można czytać tę część bez znajomości poprzednich, bo są związane ze sobą jedynie postaciami głównych bohaterów i miejscem akcji, co nie ma najmniejszego znaczenia dla odbioru powieści. Jestem jednak pewna, że nawet jeśli spotkacie się z małżeństwem Procnerów po raz pierwszy od razu pokochacie - Petrę za jej niezwykłe umiejętności, ale i emanujące z niej ciepło, i Konrada za jego zasady i podejście. Będziecie mogli ich poznać przy rozwiązywaniu sprawy sprzed lat, której nigdy nie wyjaśniono. W płonącym domu zginął mężczyzna, a troje z czworga członków zamieszkującej go rodziny zniknęło bez śladu. Została jedynie sześcioletnia dziewczynka, Uta, która po latach nieobecności wraca w rodzinne strony, otwierając drzwi, które wielu wolałoby zostawić zatrzaśnięte. I właśnie motyw przeszłości wywierającej wpływ na teraźniejszość jest jednym z moich ulubionych w twórczości Autorki. Hanna Greń potrafi spleść go z wątkiem obyczajowym i kryminalnym w sposób, który sprawia, że czyta się z niesłabnącym napięciem, a krótkie rozdziały, zmieniające się perspektywy i naturalne dialogi nadają historii dynamiki, jednocześnie pozwalając głębiej zajrzeć w dusze bohaterów. Zawsze odczuwam satysfakcję, gdy kolejne fragmenty układanki trafiają na swoje miejsce, a dobro wygrywa ze złem. Podobnie jak w przypadku wcześniejszych powieści autorki, tak i tym razem zakończyłam lekturę usatysfakcjonowana, poruszona i z poczuciem, że spędziłam czas z literaturą, która potrafi wciągnąć od pierwszej do ostatniej strony. Bo to historia, która trzyma w napięciu, angażuje emocje i daje to, za co tak lubię książki Autorki, wyrazistych bohaterów, intrygę z przeszłości i ten szczególny klimat Beskidów, w których nie wszystko jest tak sielskie, jak mogłoby się wydawać. „Płonące tajemnice” tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że po kolejne książki autorki sięgnę w ciemno. A jeśli i Wy lubicie kryminały z tajemnicami z przeszłości, a przy tym bohaterów, których można obdarzyć szczerą sympatią sięgnijcie po tę część bez wahania.