Pory roku na talerzu
Opis
Najlepszą alternatywą dla współczesnej, wysoko przetworzonej – a co za tym idzie – niezdrowej, sklepowej żywności, są proste, sprawdzone potrawy domowej kuchni. Tym bardziej kuchni tradycyjnej, której dania komponowane są w oparciu o dawne, przekazywane z pokolenia na pokolenie receptury wykorzystujące surowce pozyskiwane głównie z własnej hodowli, z przydomowych ogrodów i sadów oraz od rodzimych producentów.
Niewątpliwą zaletą książki Krystyny Gierszewskiej „Pory roku na talerzu” jest ukazanie zależności pomiędzy religią, przyrodą i tradycją, przede wszystkim zależności kulinarnych. Cała ta uczta dla podniebienia – bo tak najkrócej scharakteryzować można kolejną publikację Autorki („Tradycyjne smaki Kociewia” 2007, „Dawne smaki Kociewia” 2010) – wyprawiona została na biesiadnym stole zastawianym dla uczczenia świąt kościelnych i ludowych, ale także rodzinnych uroczystości czy towarzyskich spotkań. Interesującym uzupełnieniem tego niecodziennego kulinarnego elementarza są osobiste wspomnienia oraz wzmianki na temat historii i genezy niektórych potraw.
Książka powstała dzięki pasji i chęci ocalenia smaków i zapachów rodzinnego domu. A domem tym jest Kociewie – urocza pomorska kraina, której kuchnia jest nierozerwalnie związana z życiem i dziejami jej mieszkańców. „Pory roku na talerzu” pozwalają lepiej poznać ten region i w nim się rozsmakować.
Kraj produkcji: PL
Szczegóły
Recenzje
Sięgnąłem po nieco starszą książkę z Wydawnictwa Bernardinum, bo z roku 2022. To pozycja kulinarna i, jak zwykle w tym wydawnictwie, pieczołowicie wydana. Gruby, śliski papier, piękne zdjęcia, dodatki graficzne i krótkie wstępy do każdej pory roku. Bo, jak mówi sam tytuł „Pory roku na talerzu”, dania ułożone są nie według rodzajów, ale według kalendarza. Wydawca w blurbie napisał: „niewątpliwą zaletą książki Krystyny Gierszewskiej jest pokazanie zależności pomiędzy religią, przyrodą i tradycją (dop. stąd pojawiają się krótkie opisy o Wielkim Poście, Wielkanocy, Bożym Ciele czy Bożym Narodzeniu)”, które mają niewątpliwie odbicie w kulinariach. Co więcej, książka jest mocno regionalna, bowiem skupia się na tym, co na Kociewiu na stół podawano. I według mnie to największa wartość tej książki – przynajmniej dla mnie, bo gromadzę w swoim księgozbiorze pozycje dotyczące kuchni polskiej, a szczególnie regionalnej, która ma swoje niuanse i niuansiki w gotowaniu, nie tylko w nazewnictwie, ale w składnikach czy unikalnych daniach występujących tylko w tych regionach. Autorka ubarwiła książkę – co jest niewątpliwie wartością dodaną – wspomnieniami z rodzinnego domu, obchodzenia świąt czy genezy potraw. „W maju kociewskie łąki, ogrody, nawet piękne trawniki złocą się od żółtych kwiatów mniszka lekarskiego. Warto wybrać się po drogocenne plony, by własnoręcznie w domu zrobić syrop z mniszka”. Krystyna Gierszewska opisuje też gremialną wyprawę ludzi z jej wsi do miejscowości Piekło – do lasu po jagody. Ich powrót z Piekła stał się prawdziwym piekłem! A przepisy? Proste, ludowe, tradycyjne, polskie, kociewskie – od przystawek, przez zupy, dania mięsne, rybne, jarskie, po desery i ciasta. Czekam na wiosnę, by zrobić surówkę z pokrzywy! A co powiecie na to, by zamiast „sklepowych” cukierasów zrobić bómbómy z dekla, które ogłoszone zostały hitem sympozjum kulinarnego „O jeściu na Kociewiu” w 2011 roku? Wiecie co to jest? Cukierki z pokrywki. Potrzebny jest: cukier, masło, słodka śmietana. Ja jako śledziożerca jestem ukontentowany kilkoma przepisami na śledzie! Żeby nie czekać na sałatkę z pokrzywy, zrobię karnawałowe ruchanki kociewskie. 🍩 Książka dla każdego – polecam także szefom kuchni, szczególnie tym, którzy szukają inspiracji w polskiej kuchni regionalnej. Pochylcie się nad tą lekturą.