46.79
Literatura podróżnicza
Harde
Przybyłam ugotowałam zjadłam
Kulinarna podróż dookoła świata
Wydawnictwo:
Harde
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
46,79 zł
Cena rekomendowana: 80,00 zł
Cena okładkowa/rekomendowana przez wydawcę/producenta.
Wysyłka: jutro (środa 24.06.2026)
Opis
Przewodnik kulinarno-podróżniczy, w którym znajdziesz ponad 150 przepisów z całego świata – od aromatycznej arabskiej kawy przez sycące angielskie śniadanie i domowy turecki kebab aż po wykwintny tort szwarcwaldzki. Układ książki opiera się na alfabecie – każdej literze przypisany jest inny kraj lub region. Dzięki temu z każdym kolejnym rozdziałem przeniesiesz się w zupełnie inne miejsce na świecie. Poza tradycyjnymi przepisami znajdziesz tu również kulinarne ciekawostki z różnych zakątków globu. Dowiesz się, jakie są ulubione potrawy każdego ze stanów Ameryki, co jadła królowa Elżbieta, jakie dania spożywa się po zachodzie słońca podczas ramadanu, co najchętniej kładzie się na ruszcie w Australii i czym zagryza się piwo podczas bawarskiego Oktoberfestu. Poznasz też etykietę tradycyjnej gruzińskiej supry oraz wiele innych fascynujących zwyczajów kulinarnych. A to jeszcze nie wszystko! Autorka dzieli się także swoimi nigdzie wcześniej niepublikowanymi podróżniczymi przygodami. Otwórz tę książkę i pozwól, by apetyt na odkrywanie świata i gotowanie zawładnął Twoim sercem. Przygotuj się na niezapomnianą wyprawę śladami kulinarnych opowieści!
Kraj produkcji: PL
Ostrzeżenia:
Brak ostrzeżeń
Szczegóły
Tytuł
Przybyłam ugotowałam zjadłam
Podtytuł
Kulinarna podróż dookoła świata
Autor
Wydawnictwo
Rok wydania
2025
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron
512
Format
16.5x22.0cm
Języki
polski
ISBN
9788383435527
Rodzaj
Książka
EAN
9788383435527
Data premiery
2025-04-23
Kraj produkcji
PL
Producent
TIME S.A
Dodałeś produkt do koszyka
Przybyłam ugotowałam zjadłam
46,79 zł
Polecane kategorie
Polecane serie
Polecani autorzy
Czytaj więcej
Recenzje
Bardzo się ucieszyłem, kiedy w nowościach Wydawnictwa Harde zauważyłem tę książkę. Nie będę się powtarzał, że kolekcjonuję książki kulinarne, że korzystam z nich jako inspiracji do gotowania, a najbardziej kocham, kiedy książka jest także do czytania, a tu tak właśnie jest. Teksty o odwiedzanych miejscach na świecie i każde danie ma swój oddzielny opis mówiący o miejscu tej potrawy w kuchni danego kraju oraz subiektywną opowieść o spotkaniu na szlaku autorki z daniem. No i jeszcze grubo ponad 500 stron, mnóstwo zdjęć, ponad 150 przepisów. Miód? Tak dużo miodu, ale jak to z miodem bywa, w beczce znajdzie się odrobina dziegciu. Cóż znaczy to przysłowie, każdy chyba wie, ale tak dla przypomnienia. Powiedzenie "łyżka dziegciu w beczce miodu" opisuje sytuację, gdy coś nieprzyjemnego lub zła dodaje się do czegoś dobrego i przyjemnego, psując jego jakość. Odrobina tego, co złe, może zepsuć dużo dobra. Zacznę jednak od miodu. Wielkie brawa dla wydawnictwa, bo to swego rodzaju subiektywny leksykon o kuchniach i daniach z całego świata, uporządkowanych alfabetycznie od A do Z miejsc, które mogą zafascynować kulinarnie. Podziwiam autorkę za kawał pracy związany ze zgromadzeniem materiału, ale także znalezieniem pomysłu na systematykę tak obszernego tematu. Bo nie są to tylko 24 miejsca, ponieważ pod literą B kryją się całe Bałkany, a pod np. D... Skandynawia. Tekst opatrzony jest wieloma zdjęciami z podróży, ale także każdy przepis ma zdjęcie własne, autorskie. Są to też ciekawe kreacje, dań, które autorka przetestowała w kuchni, zanim przygotowała przepis. Dobór dań z poszczególnych miejsc jest bardzo reprezentatywny dla danych miejsc i takich, które są łatwe, albo nieco trudniejsze do ugotowania w domu, ale nie na tyle by nie można sobie było z nim poradzić jeśli ma się w sobie pasję do gotowania. To wielki plus, bo takich zbiorów jest niewiele, by w jednym tomie spotkała się kuchnia Zanzibaru i czeskie knedliki. Książek Kuchnie świata jest co prawda mnóstwo, ale wiele z nich to kompilacja przepisów i nic więcej. Karolina Freier kryje w niej nie tylko przepiśnik, ale także swoje podróże, przeżycia związane z jedzeniem. Bo jedzenie, żeby stało się pasją, trzeba traktować w kategorii emocji. Lubię takie określenie, które w wielu swoich materiałach dziennikarskich używałem, że wyjście do restauracji to wyjście na teatralny spektakl, gdzie głównym aktorem jest talerz z aktorem głównym np. kaczką i aktorami drugiego planu np. pyzy, modra kapusta, sos. Jest także scenografia, czyli wnętrze restauracji, nakrycie stołu i inni aktorzy od kelnera po reżysera szefa kuchni. Wróćmy do książki. Wspomniałem o miodzie, ale pisząc recenzję, lubię być w zgodzie z moimi odczuciami, podobnie, jak to robię, spełniając się jako krytyk kulinarny. Mam trochę bowiem zarzutów do treści autorki związanych z opisami. Oczywiście jest to jej spojrzenie subiektywne, tak, jak moje na książkę. Pisząc jednak o jedzeniu, myślę, że trzeba pokazać, że się je lubi. Niestety, w wielu opisach wyraźnie autorka pisze, że są rzeczy, których nie je np. surowa ryba chodziło o ceviche. Czyżby też nie jadła sushi? Pisząc o Francji, sama przyznaje, że jej liczne wyjazdy nie były związane z wyprawami na jedzenie. Nie przyjmuję informacji, że kebab w Turcji nie jest popularnym daniem. Autorka pisze, że Stambule nie mogli znaleźć z towarzyszami podróży kebabowni. Ja często bywałem w tym kraju i nawet w najmniejszej mieścinie opędzałem się od tych, którzy namawiali, żeby właśnie w ich restauracji zjeść kebab. Pamiętam, że najlepszy z żoną zjedliśmy w Alanyi na dworcu autobusowym, gdzie pichcił starszy już Turek jedzenie dla kierowców. Nie tylko kebab tam zjadałem, ale także wspaniałą zupę z soczewicy. Drugie miejsce to Konya, gdzie w części nieturystycznej, w której Turek nie chciał przyjąć pieniędzy od żony, musiałem ja zapłacić. Nigdy nie bałem się jeść, gdzie jedli tubylcy jak np. na suku w Tunezji. Nie będę się zagłębiał w to, że w czasie podróży gotowała autorka sam, a były to chińskie zupki jak w Bułgarii. Ten dziegieć (ta poprawna nazwa) to właśnie ta większa miłość do podróżowania niż konsumowania lokalnych specjałów w czasie ich trwania. I na koniec takie mocne zdziwienie, gdzie autorka pisze, że w Turcji przygotowuje się mnóstwo dań z anchois… Sardele to małe rybki, z których robi się anchois będące dodatkami do wielu dań np. do past we Włoszech. Ale, co zatem z książką? Jestem na TAK i cieszę się, że będzie stała w mojej bibliotece i będę po nią sięgał kuchni. W końcu nie każdy musi być zakręcony na punkcie historii jedzenia, przepisów z różnych stron świata. Polecam książkę dla każdego szefa kuchni obojętnie, gdzie pracuje czy w gastronomii, czy w swojej kuchni. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.