Syndykat T.7 Siła śmierci
Opis
Wystarczyła jedna chwila, jedno spotkanie. Doszło do niego trzy lata temu i od tego momentu Nadia Rokita i Aleks "Greyson" Greson nie mogą przestać o sobie myśleć, ale muszą im wystarczać przypadkowe spotkania, ukradkowe spojrzenia i wiadomości od czasu do czasu. Jednak mimo tego uczucie, które ich połączyło, staje się coraz silniejsze. Aleksander, wciąż nękany wizjami traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa, walczy sam ze sobą oraz własnymi pragnieniami i obawia się, że nie jest właściwym mężczyzną dla nastoletniej niewinnej Nadii. Gdy w Poznaniu pojawia się osoba z jego przeszłości, która nie powinna żyć, wraz z Pastorem i Viper będzie zmuszony jeszcze raz powrócić do koszmaru sprzed lat. Zrobi wszystko, by ochronić ukochaną i zawalczyć o lepszą przyszłość dla niej i dla siebie. Tymczasem na jaw wyjdą powiązania, które sprawią, że cały syndykat znów znajdzie się na wojennej ścieżce. I wkrótce Aleks się przekona, jak bardzo można się poświęcić dla drugiej osoby. Czy organizacji uda się przetrwać?
Szczegóły
Recenzje
Są takie książki, które czyta się dla rozrywki, i są takie, które wchodzą pod skórę jak cierń i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Ten tom nie zostawia wyboru... on rozrywa klatkę piersiową od środka i każe oddychać bólem. Od pierwszych stron czułam napięcie gęste jak dym unoszący się nad miastem, w którym lojalność znaczy więcej niż prawo, a miłość potrafi być równie niebezpieczna jak kula wystrzelona z pistoletu. Wiedziałam, że to nie będzie łagodna opowieść, wręcz przeczuwałam katastrofę czającą się w tle, ale mimo to kurczowo trzymałam się nadziei. Nadziei na cud, na ratunek w ostatniej sekundzie, na światło przebijające mrok. Jednak autorki tym razem nie podały koła ratunkowego. Relacja Nadii i Greysona dojrzewała w ciszy, karmiona spojrzeniami, tęsknotą i powściągliwością, która bolała bardziej niż otwarte wyznania. Ich uczucie nie było wykrzyczane światu, ono pulsowało pod powierzchnią, rosło w cieniu zasad i niebezpieczeństw. W tej historii miłość nie jest cukrową iluzją, ona jest wyborem...wyborem tragicznym ale ostatecznym. Najbardziej wstrząsnęło mną to, jak przeszłość potrafi wrócić i uderzyć z siłą huraganu. Trauma nie jest tu ozdobnikiem fabuły a żywą raną, która krwawi na oczach czytelnika. Wspomnienia z dzieciństwa Greysona nie są jedynie dramatycznym tłem. To ciężar, który dźwiga w każdej decyzji, w każdym geście, w każdym zawahaniu. Czytając, czułam bezradność, gniew i coś na kształt duszącej niesprawiedliwości bo sceny, które trudno unieść, przecież dotykają tematów najciemniejszych z możliwych. Równolegle autorki poruszają wątek przemocy rówieśniczej. I tutaj również nie ma półśrodków. Pokazują, jak łatwo przeoczyć czyjeś cierpienie i jak głęboko potrafi ono się wgryźć w psychikę młodego człowieka. To boli, bo jest prawdziwe. Fabuła pędzi bez litości a każdy rozdział dokłada kolejną cegłę do napięcia. Do momentu aż w końcu wszystko runęło. Ostatnie strony czytałam z bijącym sercem i lodowatym ciężarem w żołądku. Kiedy dotarłam do finału, nie poczułam ulgia jedynie pustkę. Tę szczególną ciszę, która zapada po czymś nieodwracalnym. Ten tom jest brutalny emocjonalnie. Nie daje ukojenia i nie głaszcze po głowie. Zostawił mnie z rozsypanymi myślami i sercem, które musi nauczyć się bić na nowo. A mimo to wiem, że pójdę dalej, bo ta historia, choć okrutna, jest prawdziwa w swoich emocjach. I właśnie dlatego nie potrafię jej porzucić. To jedna z tych historii, które zostają w człowieku na dłużej, wracają w myślach w najmniej oczekiwanym momencie i nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Ta opowieść zostawiła mnie poturbowaną emocjonalnie, ale też pełną podziwu dla odwagi autorek. Bo łatwo jest pisać bezpiecznie. Trudniej zaryzykować i pozwolić, by fabuła zabolała naprawdę. Jeśli zdecydujecie się wejść w ten tom, zróbcie to świadomie. To nie jest historia, która tuli do snu. To historia, która patrzy w oczy i pyta, ile jesteście w stanie unieść w imię miłości, lojalności i przeznaczenia. A ja… mimo wszystko zostaję. Do samego końca. 🖤