We wrześniu ściany krwawią
Opis
Ten dom, jak małżeństwo Margaret i Hala, ma swoje mroczne tajemnice.
Dla Margaret to dom marzeń. Piękny, wiktoriański, wyczekany. Przeprowadziła się do niego z mężem, Halem, kiedy Katherine, ich córka poszła do collegu. Nie wiedziała wtedy, że ten dom jest już zamieszkany. Większość ludzi by uciekła. Margaret nie należy do większości. Margaret zostaje. To jej miejsce. Po czterech latach Hal nie może już znieść towarzystwa. Odchodzi. Nie odpowiada na telefony. Ich córka - która nie ma pojęcia o tym, że dom jest nawiedzony – przyjeżdża, by odnaleźć ojca. Tylko że właśnie przyszedł wrzesień i znowu zaczęło się piekło. Ściany spływają krwią. Duchy byłych mieszkańców są coraz bardziej przerażające, a w piwnicy czai się prawdziwe niebezpieczeństwo.
Napijesz się herbatki? – proponuje Fredricka, duch służącej z głową rozpłataną uderzeniem siekiery.
Nie zapomnij oddychać w trakcie lektury!
Kraj produkcji: PL
Szczegóły
Recenzje
Ocena: 5/5 Gatunek: horror/thriller psychologiczny/domestic thriller Motywy: nawiedzony dom, czarny humor, relacje rodzinne, uzależnienie, zło w piwnicy . Wyobraź sobie, że twój wymarzony dom jest przestronny, ma urocze wiktoriańskie zdobienia, przepiękne wnętrza, a w pakiecie krwawiące ściany i duchy, które mają ochotę wygryźć ci dziurę w ręce raz do roku przez cały wrzesień. Mimo wszystko brzmi niezbyt zachęcająco, prawda? A jednak Margaret, nasza główna bohaterka, podchodzi do tematu z taką determinacją i zacięciem, że trudno jej nie podziwiać. Margaret nie jest z tych, którzy przy pierwszym skrzypnięciu podłogi pakują manatki i uciekają. Ona po prostu bierze mopa, zakasa rękawy i uznaje, że da się żyć z tymi niedogodnościami, byle zasady były jasno ustalone. To właśnie czyni tę historię tak świeżą i oryginalną - zamiast klasycznego schematu „nawiedzony dom -> panika -> ucieczka”, dostajemy bohaterkę, która uznaje duchy za niesfornych lokatorów i żyje sobie z nimi, jakby nigdy nic. Styl Orlando łączy grozę z czarnym humorem, wiele scen wywołało u mnie rozbawienie - naprawdę ciężko zachować powagę, gdy bohaterka traktuje pojawiające się zjawy jak tło do codziennych obowiązków. Jednocześnie - pod tą warstwą ironii i groteski - kryje się coś poważniejszego: opowieść o rodzinnych sekretach, o relacji matki i córki, o małżeńskich problemach. Orlando pisze lekko, wciągająco i tak sugestywnie, że nie sposób się oderwać - pochłaniałam rozdział za rozdziałem. Dla mnie to absolutna perełka gatunku! Proszę, przeczytajcie!