Zakochaliśmy się w nadziei
Opis
Czas się skończy. Rana będzie się jątrzyć. Śmierć umrze.
Gdy na tle bezlitosnego krajobrazu szpitala zakochuję się w chłopcu o promiennych oczach, staje się on moją jedyną radością w tym pogrążonym w smutku miejscu. I właśnie dlatego, kiedy popełnia samobójstwo na moich oczach, całkiem się rozpadam…
Obiecuję sobie wtedy, że już nigdy nikogo nie pokocham. Ale pojawiają się trzy wyjątki: moi przyjaciele - Sony, Neo i Coeur - mały gang zbuntowanych, umierających dzieciaków. Sony stoi na jego czele, choć ma tylko jedno płuco. Neo, porywczy pisarz poruszający się na wózku inwalidzkim, uwiecznia nasze dokonania na papierze: od kradzieży po terroryzowanie naszego pielęgniarza. Coeur jest pięknym chłopcem, umięśnionym, łagodnym olbrzymem z sercem do wymiany.
Zanim śmierć nieuchronnie zapuka do naszych drzwi, planujemy z moimi złodziejami dokonać ostatniego napadu. Chcemy uciec daleko od znęcających się rodziców, wyniszczającej straty i naszych chorób. Ale co się stanie, gdy pojawi się ktoś jeszcze? Co się stanie, gdy do naszej imprezy dołączy jeszcze jedna dziewczyna i odbierze mi mowę swoim psotnym uśmiechem? Co się stanie, gdy zobaczę słońce w jej oczach i zacznę upadać, czując przerażenie na myśl o kolejnej stracie?
Kraj produkcji: Polska
Szczegóły
Recenzje
"(...)- Myślę, że najgorsze uczucie na świecie to powiedzieć komuś, że cierpisz, i usłyszeć, że nie masz żadnej rany." ▪︎▪︎ "Śmierć nie jest swawolna. Śmierć jest nagła. Nie jest ironiczna i nie potrzebuje powodów. Zabiera tak po prostu, bez żadnych podchodów. Ale przynajmniej tym razem śmierć była na tyle uprzejma, by dać nam czas na pożegnanie." ▪︎▪︎ Byłam przekonana, że ta książka okaże się jednak trochę przeraklamowana. No bo wiecie jak to jest z tymi wszystkimi "głośnymi hitami" z bookstagrama, wszyscy się zachwycają i płaczą, a ty po przeczytaniu stwierdzasz, było ok, ale nic poza tym. I po pierwszym rozdziale, dobra może dwóch, myślałam, że będzie smutno, ale dam radę. Cóż byłam w okropnym błędzie. Żadne słowa, nie są w stanie oddać tego co ta książka ze mną zrobiła. Autentycznie musiałam robić sobie przerwy, ponieważ przez nieustająco płynące łzy i emocje, które we mnie buzowały, nie byłam w stanie jej czytać. I nie chodzi o to, że jest ona wzruszająca (bo to za mało powiedziane), ale o to, że ta historia jest niewiarygodnie piękna i mądra, i mimo że jest cholernie bolesna, to jest przy tym niezwykle czuła, i mimo wszystko pokrzepiająca. Dotyka czytelnika, zostawiając po sobie niezapomniany ślad. Z całą pewnością będą do niej wracać tysiące razy. "Zakochaliśmy się w nadziei" nie jest tak dobra jak mówią, jest o niebo lepsza. CZYTAJCIE! CZYTAJCIE! CZYTAJCIE!