Zanurzone w zatraceniu
+ czas dostawy
Opis
W Zanurzonych w zatraceniu autorka pokazuje, jak wygląda wysoko funkcjonujące uzależnienie: ciche, ukryte za karierą i uśmiechem. Ta powieść o alkoholizmie kobiet odsłania cenę milczenia, samotność bliskich i iluzję kontroli.
Zanurzone w zatraceniu Moniki Koszewskiej to mocna powieść obyczajowa i psychologiczna o tym, jak łatwo pomylić mam wszystko pod kontrolą z wewnętrzną przepaścią. Trzy bohaterki pediatra, farmaceutka i nauczycielka należą do kobiet, które świetnie funkcjonują: prowadzą domy, robią kariery, są lubiane, kompetentne, ogarnięte.
Kiedy jednak milkną telefony, a dzieci zasypiają, pojawia się dobrze znany rytuał: kieliszek na rozluźnienie, na sen, żeby przetrwać. Z niewinnego pretekstu rodzi się wysoko funkcjonujący alkoholizm kobiet uzależnienie bez krzyku i skandalu, ukryte pod warstwą perfekcji, zapachu perfum i nienagannych manier.
Koszewska z chirurgiczną precyzją rozbiera codzienność bohaterek na sceny. Poranki ze ściśniętym żołądkiem i obietnicą od jutra, nerwowe liczenie butelek, wymyślne wytłumaczenia dla bliskich i dla samej siebie. To powieść społeczna o wstydzie, który zaciska gardło, i o samotności, która tłumi prośbę o pomoc.
Autorka nie epatuje sensacją uderza prawdą, pokazując, jak nałóg w eleganckim opakowaniu potrafi niszczyć relacje: małżeństwa, przyjaźnie, więzi z dziećmi. Jak podmienia słowa miłość i odpowiedzialność na znośną iluzję, a kontrolę na wyparcie.
To także książka o milczeniu tych, którzy stoją obok. O partnerach, rodzicach, koleżankach z pracy, którzy coś widzą, ale wolą nie sprawdzać; o dzieciach, które uczą się czytać nastroje szybciej niż litery. Zanurzone w zatraceniu stawia trudne pytania: gdzie kończy się wybór, a zaczyna choroba? Co to znaczy pomóc komuś, kto nie prosi? Czy można ocalić siebie, nie tracąc wszystkich?
Język Koszewskiej jest surowy i empatyczny zarazem bez patosu, bez moralizowania. Zamiast wielkich deklaracji są drobne gesty, ukradkowe spojrzenia w lustro, rachunki za wino do kolacji, rozmowy z przyjaciółką, która też rozumie. Z tych fragmentów składa się pełny obraz alkoholizmu kobiet, które z pozoru mają wszystko. To nie jest historia o dnie. To opowieść o cichym zatracaniu powolnym, systematycznym, przykrytym uśmiechem.
Zanurzone w zatraceniu to literatura obyczajowa najwyższej próby dramat rodzinny spleciony z powieścią psychologiczną która zostaje w głowie na długo po ostatniej stronie. Dla czytelniczek i czytelników, których interesuje prawda o współczesnych relacjach, mechanizmach uzależnienia, o cenie, jaką płacimy za społeczne role: perfekcyjnej matki, idealnej żony, niezawodnej profesjonalistki. Dla tych, którzy sami nie piją ale kochają kogoś, kto tonie po cichu.
Szczegóły
Recenzje
„Zanurzone w zatraceniu” Moniki Koszewskiej to mocna, bardzo życiowa powieść o trzech kobietach – pediatrze, farmaceutce i nauczycielce – które z zewnątrz mają „wszystko poukładane”, a w środku coraz bardziej toną w uzależnieniu. Autorka pokazuje, jak z niewinnego „kieliszka na sen” rodzi się wysoko funkcjonujący alkoholizm: są poranki z kacem i obietnicą „od jutra”, chowanie butelek, małe kłamstwa, pierwsze błędy w pracy, pękające relacje z partnerem i dzieckiem. To nie jest historia o „patologii”, tylko o kobietach, które mijamy w przychodni, szkole czy aptece. Atutem książki jest prosty, konkretny język – bez patosu, bez moralizowania. Czyta się szybko, ale temat zostaje w głowie na długo. „Zanurzone w zatraceniu” to dojrzała powieść obyczajowo-psychologiczna, która otwiera oczy na kobiece uzależnienie i na cenę, jaką płacimy za rolę „zawsze ogarniętej” matki, żony, profesjonalistki. To lektura, którą naprawdę warto polecać dalej, jeśli szuka się książki mocnej, poruszającej i ważnej.
Czy zdarzyło ci się kiedyś pomyśleć: „Przecież ogarniam. Mam kontrolę.” - a potem poczuć, że ta kontrola przecieka ci przez palce szybciej, niż jesteś w stanie to zauważyć? To pytanie wracało do mnie bez przerwy podczas lektury „Zanurzone w zatraceniu” Moniki Koszewskiej - książki, która nie krzyczy, ale wchodzi pod skórę tak głęboko, że zostaje tam na długo. Koszewska zabiera czytelnika do życia trzech kobiet: Ireny, Gabrieli i Edyty. Każda z nich to przykład człowieka, który „świetnie funkcjonuje”. Idealnie ogarnia swoje role: specjalistki, matki, żony, nauczycielki, przyjaciółki. Tyle że ta perfekcja działa jak pancerz - chroni przed wzrokiem innych, ale jednocześnie tłumi oddech. A kiedy gasną światła, dzieci śpią, a dom cichnie… pojawia się rytuał. Jeden kieliszek „na sen”. Drugi „na stres”. Trzeci, bo „dzień był ciężki”. Reszta - żeby przestać czuć cokolwiek. To, co najbardziej w tej książce mnie poruszyło, to brak sensacji. Brak taniego dramatyzmu. Zamiast tego - brutalna codzienność. Perfekcyjna pani doktor, która nie ma już siły być perfekcyjna. Farmaceutka, która zna każdy lek, ale nie potrafi uleczyć własnej pustki. Nauczycielka, która potrafi rozwiązać każde zadanie, poza jednym - własnym życiem. Autorka z chirurgiczną precyzją pokazuje, jak krok po kroku, kieliszek po kieliszku, te kobiety rozpadają się od środka, jednocześnie wciąż zachowując twarz tak nienaganną, jakby miały pozłacaną maskę. Największą siłą tej książki jest prawda. Taka, od której robi się zimno. Koszewska pokazuje uzależnienie kobiet dokładnie tak, jak wygląda ono naprawdę: spokojne, dyskretne, pachnące dobrymi perfumami i pozorną stabilnością. Wysoko funkcjonujący alkoholizm nie potrzebuje dramatu - on potrzebuje ciszy, żeby się rozwijać. A w tej ciszy bohaterki słyszą swoje lęki najgłośniej. Tym, co uderzyło mnie najmocniej, była samotność. Samotność w małżeństwie, w przyjaźni, w macierzyństwie, w pracy. Samotność, którą wygłusza się winem w eleganckim kieliszku. Samotność, którą inni widzą, a mimo to odwracają wzrok. „Bo przecież daje radę.” „Bo tyle osiągnęła.” „Bo ma wszystko.” A nikt nie zadaje pytania: „A jak ona się czuje?” Uwielbiam styl autorki - surowy, bliski, bez patosu. Nie moralizuje, nie straszy, nie ocenia. Ona opowiada. I robi to tak, że czuję, jakby ktoś delikatnie, ale stanowczo odkrywał warstwa po warstwie emocje, o których nie chcemy mówić głośno. Jakby zdejmuje z bohaterek makijaż, aż zostaje czysta, nieprzyjemna, ale prawdziwa twarz zmęczenia. „Zanurzone w zatraceniu” to dla mnie książka o granicy - tej, którą przekracza się nie gwałtownie, lecz w ciszy. O kobietach, które toną, bo nikt nie nauczył ich, że można poprosić o pomoc. O przyjaźni, która potrafi ocalić. O wstydzie, który zabiera głos. O systemie, który często zawodzi najcichszych. I - paradoksalnie - to książka o nadziei. Niełatwej, nieokrzesanej, ale realnej. Nadziei, która przychodzi w momencie, gdy ktoś powie „rozumiem”, zamiast „czemu tego nie kontrolujesz?”. Ocena: 9.5/10 - ponieważ skończyłam tę powieść późno w nocy i długo patrzyłam w sufit przez cały kalejdoskop myśli i emocji. To jedna z tych historii, które zostawiają szramy w miejscach, o których myślisz, że są twarde.